Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2022

I co z tego... Polak i tak je głównie SCHABOWE!


To powinno wisieć w każdej przychodni 👍
CZEGO LEKARZ CI NIE POWIE
Że poziom Witaminy D3 gwarantuje sprawne działanie układu odpornościowego
Że CYNK nie jest niczym nadzwyczajnym ,a powinien być uzupełniany jeśli w naszym
żywieniu nie ma pestek, pełnych ziaren i orzechów na co dzień
Że SELEN jest jednym z mocniejszych odtruwaczy organizmu , a osławione
orzechy brazylijskie pochodzą z Boliwii i wcale go nie zawierają
Że ekspozycja na niebieskie światło (z TV, smartfonów, tabletów ), przed którymi Polak spędza dziennie 5h ! (👁👁👁)
blokuje wydzielanie melantoniny, która jest najmocniejszym, wewnętrznym antyoksydantem,
a jej niedobór jest także jednym
z głównych czynników rozwoju nowotworów
Że MAGNEZ
działa przeciwlękowo
i reguluje nadciśnienie -przyczynowo,a nie objawowo
Że kwasy OMEGA 3, szczególnie DHA,zmniejszają stany zapalne,
a te wpływają na odporność
Że smażąc na kujawskim czy innym badziewiu skutecznie blokujesz nawet te minimalne
ilości kwasów dostarczane w modnym i toksycznym łososiu
Że serek wiejski i bułeczka to najgorszy(prozapalny) posiłek
jaki możesz zafundować swoim jelitom
Że odporność pochodzi z jelit i że to jedyna prawdziwa informacja jaką możesz usłyszeć z TV
Że OTYŁOŚĆ TO CHOROBA,
która niesie pogarsza funkcjonowanie narządów
i hormonów
Że każdy kilogram dodatkowej tkanki tłuszczowej to PRZEWLEKŁY STAN ZAPALNY, niewidoczny w podstawowym
badaniu CRP i OB,
gdzie w Polsce mamy 60% ludzi
z nadmierną masą ciała ,
a polskie dzieci są najszybciej tyjącymi w Europie
(na przestrzeni ostatnich lat)
Że mamy stadnie skrajne niedobory WITAMINY B 12, ponieważ jednym z ulubionych leków Polaków są IPP
(inhibitory pompy protonowej) czyli słynne „osłonowe”,
które blokują wydzielanie
kwasów żołądkowych automatycznie blokując wchłanianie tej witaminy,
a jej niedobór prowadzi do anemii
Że każdy zbędny gram CUKRU
obniża ilość leukocytów (komórek odpornościowych )
po posiłku o 70%
Że chleb, sok czy ukochane kluski to cukier
Że negatywne emocje:
STRACH, ZŁOŚĆ,ŻAL,ZAZDROŚĆ skutecznie niszczą nawet
dobrze odżywiony organizm
Że ALKOHOL jest tak mocną toksyną, że na jego usunięcie organizm musi uruchomić
specjalne procesy,
czyli znów jest eksploatowany
Że więc lepiej wybierz kiszoną kapustę, której składniki skracają infekcję, niż wódkę z pieprzem, ten sławny lek na każde zło
Że GLIFOSAT (Raundup) to większe świństwo niż DDT
Oni nie wiedzą co to jest
glifosat …?
Że UZIEMIENIE i KONTAKT
z NATURĄ
zmniejszają stany zapalne
Że większość LEKÓW obniża odporność,a wiele przypadłości możesz wyprowadzić
naturalną terapią!!!
Zadbaj o swój organizm u podstawy komórkowej, odżyw go!
Twój organizm to nie koszt ,
a inwestycja o największej
stopie zwrotu , którą będziesz się cieszył przez długie lata”
OPRACOWAŁA : Dietetyk mgr Joanna Bałys-Wawro

Tekst znaleziony w Internecie... ale... inne badania opublikowane w tygodniku "Polityka" w lipcu tego roku mówią, ze Polacy kochają głównie schabowe z ziemniakami i kapusta a nie ryby bogate w D3 i w kwasy DHA... I większość z nich kieruje się upodobaniami smakowymi a nie zaleceniami tego co zdrowe. Większość tez kupuje żywność w dyskontach a nie tam, gdzie można ewentualnie dostać lepsza jakościowo czy ekologiczna - tutaj tylko 2% sic!

Także ciekawie to zestawienie wyglada!

sobota, 11 września 2021

Nauczycielska sobota i MENU na nadchodzący tydzień.


Pobudka o 6 rano, jak codzień. Trochę jogi, trochę lektur historycznych, na które wciąż brakuje czasu. O 7 śniadanie i o 8 byliśmy już na rynku, po tygodniowe zakupy. O 9:30 powrót. Kawa i o 10 siedziałam z Antkiem godzinkę by pomoc mu w jego exposé na temat POLSKI, po angielsku. 
Od 11 do 12:30 wyprasowała wszystkie rzeczy z tego tygodnia bo w tygodniu nie znalazłam czasu. Po czym przez pół godziny robiłam obiad dla wszystkich. 
Teraz pisze chwile tutaj ale następnie mam na 4 godziny poprawiania prac uczniów. Wieczorem będę gotować na jutro część rzeczy bo mam teściów na obiedzie jutro... Po 20 powinnam znaleźć czas na czytanie o 22 najpóźniej zasnę snem sprawiedliwego. 
WOLNA SOBOTA NAUCZYCIELSKA! 
Ale jutro nie pracuje! Hurra! jeden dzień prawie wolny w tygodniu! Za to pieke, podaje, gotuje i sprzątam bo mam gosci przy stole. 

Czekam na koniec września by nieco zwolnić tempo. Początki rokow szkolnych są ciężkie. Proszę więc się nie dziwić i nie wysyłać maili i smsowy i whatsupp-ow ze nie dzwonię, ze nie przyszłam czy ze się nie odzywam... nie mam kiedy, nie mam czasu. Sorry! 

MENU na ten tydzień.

Sobota 11 września

Obiad: sałata z winegretem, świeża makrela pieczona w tymianku i w musztardzie, purée z ziemniaków z marchewka 50/50.
Podwieczorek: JEZNY! i truskawki świeże...
Kolacja: szaszlyki z sera Halloumi z cukinia, pomidorami i czerwona cebula, chleb, sery. 

Niedziela 12 września

Obiad: melon i domowe maki z łososiem, Osso bucco, świeże fettuccine, parmezan, sałata i deska serów, tarta marcepanowa ze sliwakmi, włoskie wino... dziś u Włocha kupione... he, he!

Kolacja: domowe maki z łososiem, ogórkiem, awokado... sos sojowy. 

Poniedzialek 13 września

Obiad: Awokado z winegrettem, resztki: osso bucco i swiezy bob. 
Kolacja: Domowa pizza grzybami i emmentalerem. Sałata. 

Wtorek 14 września

Obiad: Duszone papryki z pomidorami, kasza kuskus i morszczuk smażony. 
Kolacja: Melon, fasolka szparagowa, trochę ryżu i pieczone pomidorki cherry. 

Sroda 15 września

Obiad: eskalopki z indyka panierowane, duszona cukinia i kasza quinoa.
Kolacja: melon, tarta z porami. sałatka z pomidorów. 

Czwartek 16 września

Obiad: Ja stołówka. Antek resztka tarty.
Kolacja: curry z warzyw: marchew, ziemniaki, bataty, cukinia, ciecierzyca... czarny ryż. Sery, sałata. 

Piatek 17 września

Obiad: ja stołówka. Chłopaki: jajka sadzone i resztka curry z warzyw.
Kolacja: płaty ciasta brick nadziewane tuńczykiem, świeżym serem... sałaty mieszany. 




 

piątek, 9 lipca 2021

Ile kosztuje dobre ciastko w waszych krajach?





No to mamy to! Wszyscy w trójkę zaszczepieni i każdy z cyrografem czyli z Paszportem europejskim sanitarnym w języku francuskim i angielskim. 

I wracając, z Antkiem powoli bo mąż wracał do pracy biegiem po szczepionce... zaszliśmy do mega-cukierni pana Mathiasa Narcissot... A tam 8 ciastek... 8 różnych ciastek co 2 miesiące! 
Kupiliśmy dwa. 
I jestesmy w zachwycie! jakie to pyszne!!!
Moje to praca nad kokosem i mango... w trzech różnych wersjach każde wszystko połączone w jednym ciastku. Rozplywamy się...

A Antka to banan, pieprz z Malabaru, szczaw, kawa i ziarenka chia czyli szali hiszpańskiej... 

Coś cudownego... 
Po 4,90 euro ciastko, nie tak drogo ale to cena już za lepsze ciastka, te zwykle są po 3,90 czy po 4,20 euro... 
A u was ile kosztuje super dobre ciastko? 


czwartek, 1 kwietnia 2021

Paczka, paczka... z polskim jadłem wielkanocnym!



I radocha! Jak zwykle firma REKSIO - po prostu The Best! Wszystko jest, wszystko świeżutkie, dokładnie, staranne zapakowane. Brawo! 

A dla nas... cuda... chrzan, biała kiełbaska, pasztet z kurkami, zakwas na żurek, twaróg na sernik, krówki, śliwka w czekoladzie, baranek cukrowy i serwetki kaszubskie... i jeszcze więcej... Ale się cieszę! 


sobota, 27 marca 2021

WIOSNA!!! WIOSNA na talerzach naszych!!! I Palmy.



Dzisiejsze zakupy na rynku Lices... to jeden ZACHWYT. 
Wiosna jest widoczna wszędzie. Młode marchewki, brukwie czy ziemniaczki goszczą na wszystkich straganach. Rzodkiewki i szparagi, ogórki dymki i truskawki... wszystko jest lokalne, soczyście zielone i czerwone. Takie zakupy to sama przyjemność! A jedzenie tych pyszności to prawdziwa uczta. 

Antkowi to aż się oczy śmieją na sam widok. 
Zakupilam tez troche galezi na jutrzejsza Niedziele Palmowa. Mam bazie i eukaliptus. Gałązki z drzewa oliwnego weźmie pod wieczór u teściów bo u nich rośnie takie drzewo w ogrodzie. Czas udekorować dom na Święta Wielkiej Nocy. 
Dziś zreszta mazurek czekoladowy piece do degustacji jutro. A popołudnie w polskim towarzystwie przy robieniu palm, w parku Beauregard... bo pogoda CUDNA. Jutro ma być z 18°C, dziś nieco chłodniej ale błękit i słońce! 
Życzę wspaniałych przygotowań do świat i refleksyjnego, pięknego Wielkiego Tygodnia. 








czwartek, 25 marca 2021

Z mysla o Wielkanocy...


Zaczynam robić listy... listy zakupów i listy co w który dzień mam przygotować, o co zadbać bo niestety wakacji nie będzie, praca non stop, dojazdy daleko... i bez solidnej organizacji nic się tu nie uda. 

Dzis pościele i obrus z serwetkami... pościele pobrałam i pozmieniałam. Obrus sprawdziłam... czyściutki, wyprasowany czeka i serwetki tez... 
Farbki do jajek przyszły. rzeżuchę wysieje w Niedziele palmowa. W sobotę będę szukać białych jajek oraz gałęzi na palmy plus zrobię mazurek czekoladowy... a i z przyjaciółką spędzę popołudnie bo dla ducha tez mi wyjść i spotkań potrzeba. 
A zdjecie sprzed lat... Wielkanoc... właściwie mało co zmieniam... 

 

środa, 16 września 2020

Zbiór jabłek i gruszek... w sadach Orgères, z teściową.



Wczorajszym popołudniem wybrałam sie do Ogrodowa w Orgères wraz z moja teściową. Miałyśmy zaplanowany zbiór jabłek i gruszek. 
Wyprawa byla niezwykle udana bo w godzine kazda z nas zebrała po 6 kilogramów kazdego z owoców i to w dwoch gatunkach. Narazie zatrzymalismy sie na tym etapie choc nie mozna wykluczyć, ze za 2,3 tygodnie pojedziemy znowu. 
Owoce sa biologiczne i ich cena jest średnio 3 razy niższa niz tych sprzedawanych na rynkach czy w sklepach. 
Jak dla mnie sam zbiór, chodzenie po sadzie... jest rajskim przeżyciem! Wciaz sie zastanawiam dlaczego mieszkam w miescie? 
Pytanie retoryczne. 

Tak wiec mam ponad 6 kilogramów gruszek i tyle jabłek. Sa pyszne wiec czesc sie zje ale chce tez przerobić nieco na kompoty francuskie czyli przeciery-desery i myślałam o gruszkach w occie, do miesa, ktore kiedys robil moj dziadek... 



wtorek, 19 marca 2019

Ze stara ksiazka kucharska. jak sie WSPANIALE w POLSCE JADALO!




Mam w swoich zbiorach taka podarowana mi przez moja chrzestna, stara ksiazke kucharska z 1880 roku. Przegladam ja okresami. Inspiruje sie. Doksztalcam sie. I wyciagnelam ja ostatnio w niedziele, gdyz poszukiwalam starych przepisow Wielkanocnych. 
Najpiekniejszy jest wstep o zachowaniu zdrowia, o potrwach nie zawsze kosztownych i o porzadku, czystosci, higienie jako podstawie. 
"Nasi ludzie rzadko maja uczucie porzadku, rzadna gospodyni przymusem ich do niego wyzwyczajac powinna" - strona 9
Potem sa strony o tym, gdzie jaki posilek podawac sie powinno, jak stol nakryc i do czego czy jak miesa roznorakie pokroic. 
Druga czesc ksiazki poswiecona jest juz samym przepisom. I pewnie wielu z nas by sie zdziwilo je czytajac... 

To co moje pokolenie znalo jako kuchnie z dziecinstwa trudno do kuchni polskiej z XIX wieku przyrownac nawet! Ta ubogosc produktow, ich rodzajow, przepisow i sposobu podawania siedzi w nas pewnie do dzisiaj co na przyklad na podstawie niektorych menu weselnych doskonale widac! 
Gdy czytam o daniach z bazanta, kaplona czy kuropatwy w 1880 roku to hm... musze przynzac, ze w mlodosci swej ani poznalam ani kosztowalam tego typu mies. Choc dzisiaj juz i znam i sama przyrzadzam. 
Zadziwiajacy jest dzial poswiecony rybom. Bo znajdujemy tutaj: liny, wegorze, lososie ba jest nawet losos z OSTRYGAMI i inne dania z ostrygami wnioskuje wiec, ze byly to znane produkty... ja o ostrygach za PRL nie slyszalam nawet albo sobie nie przypominam a i teraz w polskich sklepach ostryg nie widuje; sandacze, sardele, szczupaki, pstragi, mietusy, okonie, karasie, sztokfisy... 
Niesamowitym jest fakt, ze SLEDZI brak! a to chyba najbardziej znana mi ryba z dziecinstwa i do dzisiaj lubiana! 
W dziale warzywa mamy swieze karczochy, jarmuz... nie slyszalam za mlodu o takich
a z deserow jadano na przyklad Nugaty... teraz znam ale wczesniej nic a nic!

I tak do przepisow na Baby wielkanocne dotarlam... strona 297:
"Kwarte pieknej i suchej maki zaparzyc kwarta wrzacego melka... Jak podrosnie wlac dwie kopy zoltek i calych jaj 7 razem dobrze ubitych i 5 kwart maki dobrze wygrzanej i wysuszonej, wyrabiac pol godziny, wlac potem pol kwarty masla klarowanego... "

To bylo jedzenie! rozmaite, naturalne i z pewnoscia smakowite... 

sobota, 26 stycznia 2019

Milosc do gotowania i do jedzenia

Od dziecka lubilam gotowac i jesc! W moim domu i mama i tata dosc dobrze gotowali i gotuja. U dziadkow tez bylo zawsze pyszne jedzenie bo torty i pierogi mojego dziadka wspominam do dzisiaj. 
A potem? Potem byla emigracja do kraju, gdzie kuchnia stoi na piedestale! Dziedzictwo ludzkosc UNESCO, najlepsi ciastkarze, piekarze, kucharze, znakomite produkty i ich roznorodnosc. Sposob spozywania posilkow, ten caly ceremonial, ktorego nie znalam w Polsce... 

Pokochalam gotowanie, podawanie, probowanie i spozywanie tak na zaboj! a ze kwestie zdrowotne tez sa dla mnie wazne to kuchnia wpisuje sie w nie w pelni. Budzet zywnosciowy w moim domu jest bardzo wysoki bo jemy w 90% zywnosc ekologiczna i staram sie wybierac zawsze produkty najwyzszej jakosci. Nie znajdziecie u mnie margaryn, podzednych olejow, najtanszej maki czy cukru, nie znajdziecie ani miesa ani sera ani chleba z supermarketu. Mam kompletnego "kota" na tym tle. Przywiazuje ogromna wage do jedzenia, do produktow, do gotowania. Wiadomo nie wszystko mi wychodzi, ale wtedy poprawiam, daze do czegos lepszego. Nie dla mnie wiec jedzenie tylko wieprzowiny czy nie jedzenie ryb, nie dla mnie ciasta z margaryna ani ciastka przemyslowe, nie dla mnie niedojrzale owoce, warzywa niesezonowe czy piersi z kurczaka z hodowli przemyslowych. 
Jednym slowem jestem kompletnym swirem. Dlatego na wakacjach all inclusive w hotelach nawet 5* jestem niezadowolona z jedzenia bo jest po prostu niezbyt dobre. Tak jak nie pojde do restauracji na obiad za 15 euros bo wiem, ze bedzie niedobry pod wzgledem jakosci... wole w tym wypadku McDonalda bo wiem na co sie nastawic...
Poza budzetem zywnosciowym spore miejsce zajmuje mi tez w budzecie zakup ksiazek kulinarnych czy miesiecznikow. Uwielbiam! i inspiruje sie. 
Lubie rzeczy proste... ale dobrej jakosci. Wole dobry chleb na zakwasie z kozim serem niz jakies niezbyt smaczne mieso czy inny kulinarny wyczyn. Pije glownie wode bo nie lubie, gdy smak tego co jem znika w jakis innych smakach... poza dobrze dobranym winem oczywiscie. 
takiego mam bzika...

A dzis na naszym stole:
Sniadanie 8h: Sok,z. cytryny z woda, Mango, dzikie, ekologiczne mango, slodkie, pieknie zolte... z Hiszpani czyli po sasiedzku; 2 tosty z kremem z orzechow laskowych i z twarogiem oraz konfitura z gorzkich pomaranczy. Zielona herbata



Obiad 12h30: grejpfrut na przystawke i to danie z Prowansji czyli Daube z wolowiny z polska kasza jeczmienna, marchewki i pieczarki. Jogurt naturalny.



Podwieczorek 17h: Paczek domowej roboty z konfitura malinowa, herbata - wczesniej byla kawka u Aliny!


Kolacja 20 h: zupa krem z pory i ziemniakow, tost z serem, ziolowa herbata z miodem. 

wtorek, 23 października 2018

25% zachorowan na raka mniej u ludzi spozywajacych zywnosc ekologiczna!

Jak twierdza nasi naukowcy z INSERM potrzebne beda dalsze studia i badania jednak juz dzisiaj mozna powiedziec, ze regularne spozywanie zywnosci ekologicznej zmniejsza zachorowalnosc na raka srednio o 25%.
Dokladny opis badan i wyniki pod tym linkiem:


https://jamanetwork.com/journals/jamainternalmedicine/fullarticle/2707948?fbclid=IwAR2rzWsBAPvk5jFBZsh7BqLXy31N8lYGupLC69j7Eh1NkYxp7-rHp-uY6gk

Sa jednak typy rakow, ktore sa mniej agresywne przy zdrowym, ekologicznym odzywianiu. Chodzi tutaj np o raka piersi 34% mniej zachorowan czy o lymphoma ( typ raka krwi) az 76% mniej zachorowan.

Jak glowne hipotezy wysuwa sie stezenie skladnikow odzywczych w produkatch eko - znacznie wieksze niz w tych pochodzacych z rolnictwa konwencjonalnego jak tez mniejsze stezenie pestycydow czy antybiotykow.

Ciekawe jak ten nasz stosunek do zywnosci ewoluuje. Kiedys wszystko bylo eko ale ludzie umierali bo nie bylo szczepien, medycyna byla mniej rozwinieta a srednia dlugosc zycia w dobrym zdrowiu ograniczala sie do lat 40... Po 2 wojnie swiatowej ruszylo rolnictwo i przemysl z nim zwiazany na wielka skale dzieki uzywaniu pestycydow, genetycznie dobrych ziaren czy ras bydla, sztucznych pasz i wielu innych czynnikow. Wiekszosc znas wpadla w pulapke taniej, kolorowej zywnosci, dostepnej masowo w tym rowniez poza sezonami.
Od lat 1990 nastepuje powolny zwrot ku ekologicznej zywnosci a w tym samym czasie zachorowalnosc na raka zwieksza sie o 20 % co dekade. Swiadomosc spoleczna jednak rosnie i coraz wiecej osob odrzuca juz jajka z drobiowej hali czy chleb na ulepszczach.

Trzeba, wedlug podanych badan, spozywac przynajmniej 50% zywnosci eko i wiecej by moc korzystac z dobroczynnosci tego typu zywnosci. te 50% musi glownie dotyczyc warzyw, owocow, produktow mlecznych i jajek, gdyz tutaj najwiecej jest pestycydow i antybiotykow. Mniej ich w ziarnach, kaszach czy rybach ale uwaga rybach nie hodowlanych tylko z polowu.

Ja od lat jestem przekonana do zywnosci eko choc wielu probuje mi wmawiac, ze producenci eko to oszusci, ze przeciez ich pole jest obok pola nie-bio albo, ze skoro trzeba wiecej zaplacic to nie. Absolutnie sie z tym nie zgadzam choc uznaje prawo kazdego do odzywiania sie jak mu sie podoba - do pewnego stopnia bo za leczenie tych osob musimy wszyscy kolektywnie placic.
Od lat kupujemy zywnosc eko. Czy zmniejszy to nam ryzyko zachorowania? Nie wiem ale w przypadku niepewnosci wole jednak wybrac i jesc bio.
Place? Tak place slono za moj wybor. Jak juz tutaj kiedys pisalam od 800 do 900 euros miesiecznie na moja rodzine. Oczywiscie moge isc do Auchan czy innego Lidla i kupic piersi z kurczaka za 5 euros kilogram i sporo ich konsumowac ale wole kupic 3 porcje tego miesa za 25 euros kilogram i zjesc tylko raz na jakis czas. To swiadomy wybor, ktory mnie i moja rodzine jak narazie satysfakcjonuje i trwa to juz dobrych nascie lat. Czesc produktow bio nie jest drozsza od konwencjonalnych albo niewiele to znaczna czesc warzyw i owocow jak np: jablka za 2,4 euros/kg czy banany za 1,6 euro/kg. Wiekszosc jest jednak nieco drozsza a sery, miesa czy wedliny za drozsze wielokrotnie. Spozywamy ich po prostu mniej. Wedlin nie jemy prawie wcale ( 4-5 razy w roku) a mieso 3 razy w tygodniu tylko. 2-3 razy w tygodniu jemy ryby w tym sporo tych tanszych typu: makrele, sledzie czy pstragi.
I bedziemy poki zycia starczy kontynuowac.

czwartek, 23 marca 2017

Pierwsze truskawki czyli WIOSNA, ale z kłopotami. Dietetyczka. Francuska codzienność. Część 75.





Truskawki



 


Drugi tydzień już ! Są !!! Francuskie, smakowite truskawki, które przypominają nam o wiośnie ale też trochę o lecie.


 


Byłam dzisiaj po zakupy tzw : świeże zakupy po które jeżdżę raz w tygodniu. I muszę wam przyznać, że uwielbiam te wyprawy. A od dwóch tygodni nie mogę się napodziwiać, naoglądać, nasmakować i nawąchać.


 


Na moim kuchennym oknie, wychodzącym na taras jest już cała kolekcja ziół : bazylia, tymianek, rozmaryn, mięta, pietruszka, szczypiorek, koperek, kolendra, szałwia…  na tarasie kwitną zresztą tulipany i żonkile choć te ostatenie już przekwitają… niestety. Są za to w domu w doniczkach.


 


A w warzywniaku prawdziwa uczta… drugi tydzień są szparagi i to w trzech gatunkach, są młode cebule ze szczypiorem i młodziutki czosnek, są sałaty, maluśkie listki szpinaku i innego ziela, są dorodne pęczki rzodkiewek i młode marchewki… dzisiaj po raz pierwszy kupiłam kalarepki…


 


No i przede wszystkim są te dorodne, czerwone i słodziutkie truskawki… te na zdjęciu to gatunek Clery, ale są też już Gariguette tyle, że trochę droższe.


I jak tu się nie cieszyć ?


U sprzedawcy serów świeżutkie twarożki kozie… uhmmmm poezja !


 


Jednym słowem wpadam powoli w zielony, wiosenny kulinarny szał ! Uwagi garnki !


 


Z tego też powodu zakupiłam kilka nowych talerzy w kolorze ? Zielonym ! Nie miałam jeszcze takich.


 


Te radości przeplatają się z kilkoma kłopotami… głównie moimi zdrowotnymi… Nie jest najlepiej choć najgorzej też nie jest. Wizyta u laryngologa 13 kwietnia dopiero. Narazie utrzymuję się na powierzchni ale zupełnie zdrowa nie jestem. Staram się jednak jakoś sobie z tym radzić. Pracy mam ponad miarę i dopiero teraz wychodzę powoli z bardzo ciękiego okresu. Zbyt dużo wzięiam sobie na głowę zamiast zadowolić się etatem. Taka moja wada…


 


Byłam dzisiaj na kontroli u naszej dietetyczki i jest bardzo dobrze. Kolejne 2 kg w dół, tak skutek uboczny. Wyniki badań bardzo dobre.


 


Cieszę się, że żyję, ot tak zwyczajnie !

środa, 1 lutego 2017

Francuska agencja do spraw zdrowia i odżywiania ANSES. Nowe rekomendacje na 2017 rok. Francuska codzienność. Część 62.




 


Temat mnie interesuje od dawna więc z zaciekawnieniem przyjrzałam się nowym, opublikowanym 24 stycznia rekomendacjom. Polityce we Francji nie można się przyglądać bo można dostać torsji… taka ohyda więc lepiej zająć się własnym zdrowiem.


 


280 stron bilansu badań naukowych z ostatnich 10 lat… I oto kilka ciekawostek.


 


Produkty żywnościowe:


  1. 500 g mięsa w tygodniu, gdyż każde zwiększone spożycie o 100G zwiększa ryzyko zachorowania na raka o 20%.
  2. 25 g wędlin dziennie czyli jeden malutki plaserek, gdyż każde zwiększone spożycie do 50 g dziennie zwiększa zachorowalność na raka jelit aż o 50%.
  3. Koniec z rozróżnianiem soków owocowych od napojów słodzonych… te pierwsze czynią tyle samo szkód co te drugie, gdyż zawierają zbyt duże ilości cukru, nawet jeśli jest to cukier naturalny. 200 ml soku dziennie oznacza 200 g nadliczbowej wagi ciała w ciągu jednego roku… z napojami słodzonymi jest jeszcze gorzej. Szklanka soku owocowego nie jest więc ekwiwalentem 1 owocu.
  4. 400 g owoców i warzyw dziennie na 1 osobę to absolutne minimum… 5 porcji, każda porcja to 80 g.
  5. Produkty mleczne maksimum 2 dziennie gdyż zwiększają ryzyko zachorowalności na raka prostaty. I niestety nie zapobiegaja osteoporozie… jak się do tej pory sądziło. Czyli 225 g dziennie.
  6. Ryby – 2-3 razy w tygodniu czyli 450 g średnio ale tylko 150 g ryb tzw: tłustych czyli: pstrąg, łosoś, makrela, śledzie, sardynki ze względu na ich skażenie metalami ciężkimi.
  7. Strączkowe – po raz pierwszy zostały uznane za oddzielną kategorię żywności. Ich spożycie należy zwiększyć do 300 g tygodniowo: soczewica, ciecierzyca, bób itd.


 


Ogólne wskazówki:


  1. 2100 kcal dziennie dla kobiet i 2600 kcal dziennie dla mężczyzn. W tym białka mają dostarczać od 10-20% kcal; tłuszcze od 35-40% kcal, węglowodany od 40 – 55% kcal
  2. Woda od 1,5 do 2 l dziennie
  3. Zwraca się uwagę na potrzebę suplementacji całej francuskiej populacji w witaminę D3.
  4. 500 mg Omega 3


I ostatnia BOMBA… przestać pić mleko krowie!!! Oczywiście to zwykłe, nie ekologiczne bo… jest w nim 211 produktów niepożądanych jak arsenic czy chrom VI, gdy tymczasem w jogurtach czy search jest tylko około 100 tych niepożądanych składników chemicznych.


 


Są to oczywiście rekomendacje dotyczące francuskiej populacji, jej stanu zdrowia. Nie wiem czy podobne badania istnieja w Polsce? Z jaką częstotliwością się je wykonuje? Czy ogół społeczeństwa jest o wynikach informowany?


Większość się pewnie I tak do zaleceń nie stosuje, jak i we Francji. Ale szkoły i żywienie w szkołach edukuje młode pokolenie w tym zakresie i coś tam jest już zasiane…

czwartek, 22 grudnia 2016

Gdy w domu pachną makowce. Francuska codzienność. Część 53.

Noel 16







 


Zapach rosnącego drożdżowego ciasta, stopionego masła i smażącego się maku z bakaliami oznacza, że już za chwileczkę Święta ! Wyczekane, niosące radość i nadzieję na trochę lepsze jutro. Właśnie dziś od rana, w moim domu takie  zapachy królują. Makowce sidzą już w piekarniku a ja się rozkoszuję ich ciepłym zapachem.


Nie wyobrażam sobie Świąt bez makowców, bez maku. To chyba wszechobecny symbol polskich Świąt Bożego Narodzenia.


 


Dwa dni temu jednak, we wtorkowy poranek robiłam z Antkiem te kokosowe choineczki. Zbyt proste by małe dziecko nie mogiŁ ich wykonać, zbyt smaczne by wszyscy nie mogli ich zjeść…


 


3 białka


90 g cukru


150 g wiórek kokosowych…


I to wszystko, składniki mieszamy. Masa ma być lekko lepiąca się ale nie płynna… ewentualnie dosypujemy tego i owego bo wszystko zależy oczywiście od wielkości białek, % wilgoci wiórek…


Choineczki lepimy malutkie, dwucentymetrowe i suszymy 20 minut w 150 °C…


Podane z gorącą, roztopioną czekoladą będą rozkoszą, schrupane na sucho też cieszą podniebienie.


 


Święta to jednak nie tylko czas radosny i spokojny.


Moje Święta tegoroczne, u teściów w Bretanii rodzą we mnie stres. Co prawda już dwa lata tam nie byłam ale pamiętam poprzednie roczniki i chyba niezbyt dobrze je pamiętam stąd te obawy.  Czuję się nieswojo, tak jakbym trochę się bała, że znów będzie beznadziejnie a może i jeszcze nie daj Boże z kłótniami. Wszystko szykuję, pichcę, będę wiozła trochę… ale jak mi mąż wypalił kilka dni temu żebym wziełam świece i biały obrus bo pewnie nie będzie to odbiło mi się psychologicznym kwasem.


 


Wolę chyba jednak nie myśleć co będzie i jak będzie… Okaże się. Nie lubię tylko tego mojego lekkiego zdenerwowania przed…


 


Wczoraj wieczorem natomiast kolejna niespodzianka… Antek we łzach. Bo on chce iść na mszę świąteczną w Rennes, ale boi się… że ciężarówka wjedzie w kościół i nas zabije… Natychmiastowy efekt ostatnich zamachów! Ale z mszy nie zrezygnuje bo nie… to z koleji dziś rano zaczął się bać, że dziadkowie nie będą chcieli iść z nim na mszę… A ja się wkurzam z lekka i po nocach nie śpię bo ciężko czasem to unieść wszystko.


 


Z mężem jak na wietrznym oceanie, raz góra za pół godziny dołek… od wczoraj lepiej bo razem prezenty pakowaliśmy i w końcu błysnęła  w nim jakaś radość! Oby na dłużej!


 


Wczorajszy obiad za to w restauracji z moją przyjaciółką Anne i jej dziećmi był cudownym momentum jak i granie dziś rano “Przybieżeli do Betlejem pasterze”, z Antkiem, na pianinie i wyśpiewywanie tej kolędy na cały głos…


No i te makowce…. Pachną, pachną jakby szeptały… “na co oczekujesz, na Kogo oczekujesz?”…


Na sacrum…





poniedziałek, 5 grudnia 2016

Pierniczki 2016 czyli o przygotowaniach do Świąt słów kilka. Francuska codzienność. Część 46.








Pierniczki







Nareszcie ! Grudzień czas zacząć z jego korowodem przygotowań, uciech różnych, wzruszeń ale też spięć albo i kłótni jak to w życiu bywa ! Ja ten miesiąc UWIELBIAM bo i Święta uwielbiam a przygotowania do nich to chyba nawet bardziej niż same świąteczne dni. W moim przypadku zdecydowanie tak !


 


Grudnie mojego dzieciństwa w PRL-u były znacznie mniej świąteczne i kolorowe niż te obecne. Miast nikt nie zdobił, adwentu się nie celebrowało poza porannymi roratami i robieniem ozdób na choinkę wieczorami. Choinkę kupowano tydzień przed Świętami ale ubierano ją dopiero w wigilijny poranek. Jedzenie było na kartki, kolejek nie brakowało i Święta związane były dla nas katolików przede wszystkim z przeżyciem duchowym a ich materialna oprawa wywoływała stres i łzy zmęczenia.


 


Na całe szczęście te urocze czasy minęły. Przeżycie duchowe i religijne, dla niektórych zostało zastąpione dziką konsumpcją i świątecznymi piosenkami najlepiej już w końcu listopada. A same Święta popłynęły szerokim strumieniem czekolady, wykwitnych alkoholi, bardzo drogich dań i prezentów.


Trudno zachować równowagę w tym wszystkim… Dla nas przynajmniej jest to trudne.


 


Od kilkunastu lat już jednak celebrujemy Adwent. Nie mszą roratnią bo tej we Francji nie ma ale radosnymi przygotowaniami i daniem odrobiny siebie tym, którzy potrzebują.


 


Przygotowania domowe idą pełną parą. Dekoracje, zakup choinki w tym tygodniu, zakup upominków ( ja swoją część wykonałam mój mąż jak zwykle jeszcze nie, choć ma całe dnie lub prawie dla siebie… ale też spore problemy z mobilizacją i wprawieniem się w ruch, efektywny i produktywny). Wczoraj upiekliśmy też z Antkiem tradycyjne polskie pierniczki – widoczne na zdjęciach. Kalendarze adwentowe wiszą w każdym pokoju… Nuty z kolędami znów stanęły na pianinie… Tak, materialne przygotowanie są zaplanowane i sprawiają radość.


 
Pierniczki
Jest jednak jeszcze kilka innychh aspektów przygotowań… Kartki i wysyłka prezentów do rodziców i mojej chrzestnej – w tym tygodniu; antkowe koncerty Bożonarodzeniowe – ten najważniejszy już 14 grudnia o 20h30 w Bordeaux ( nie mogę się doczekać bo to dla mnie moment niezwykły wzruszenia, piękna i modlitwy też!); spowiedź święta 16 grudnia bo tylko w ten dzień, wieczorem, w kościele obok domu spowiadają… Antek sam się o tę spowiedź dopomina i bardzo mnie to cieszy, tak wewnętrznie cieszy.


 


Od 16 grudnia rozpoczynają się też dwutygodniowe wakacje świąteczne… do moich teściów jedziemy 23 grudnia na 3 dni Świąt… I do tego czasu mamy trochę wolnego… więc w tym roku zapisaliśmy się jako wolontariusze do rozdawania posiłków uchodźcom przesiedlonym z “dżungli” z Calais.


Bordeaux a raczej Mérignac przyjęło 40 Sudańczków kilkanaśce dni temu i centrum mieszkalne poszukuje wciąż osób do pomocy. Zgłosiliśmy się i my przez pobliski kościół. Kilka godzin w obiadowej porze, takie NIC właściwie ale i taka maluteńka cegiełka by podzielić się z innymi. Antek cieszy się na to uczestnictwo swoje. A ponieważ ciasteczek będziemy jeszcze piec sporo to i szykujemy się na rozdanie ich Sudańczykom.


 


Antoni będzie też biegł w szkolnym maratonie 15 grudnia by zebrać pieniądze dla uboższych francuskich dzieci. Co roku jego szkoła organizuje tę akcje, jak te miski ryżu w Wielki Piątek i co roku mój syn z zapałem w nich uczestniczy.


 


W ubiegłą sobotę wieczorem byliśmy też na pierwszym Bożonarodzeniowym podwieczorku u Claudi i Eric’a… Claudia jak co roku napiekła bawarskich specjalności i ak pięknie udekorowała dom swój, że dech mi zaparło. Było cudownie, miło, przyjacielsko… a wieczór skończyliśmy na kolacji u Japończyków.


 


Święta idą więc, idą krokiem swym dostojnym radując nas maluczkich.

Przepis na pierniczki tutaj:
http://est-ouest-est-ouest.blogspot.fr/2011/12/po-piernikowym-domku-czas-na-pierniczki.html

niedziela, 16 października 2016

Francuska codzienność – polska kolacja z przyjaciółmi w moim domu. Część 37.



polska kolacja


 

Bardzo lubię przyjmować gości, lubię gotować, lubię dekorować, lubię rozmawiać… Nie mam ku temu idealnych warunków, wielkiego salonu z kominkiem z meblami z epoki albo super nowoczesnego loftu, który tylko ludzka obecność może nieco ogrzać ; nie mam tysięcy euro do dyspozycji, nie mam męża, który by mi pomagał i wspierał w zaproszeniach i ich realizacji, gdyż robię wszystko sama… ale lubię ludzi, lubię zapraszać, lubię dzielić to co mam, lubię dzielić moje życie z innymi więc robię to pomimo niedogodnień i czasem chwil skarg. Nie jestem też na emeryturze, nie mam zbyt wiele czasu ale znajduję go fragmentami by dzielić moją radość życia.

Antek uwielbia gości w domu i wizyty u innych bo jemu bardzo, ale to bardzo brakuje rodziny, kontaktów, bliskich na codzień.

 

Wczoraj mieliśmy więc pięć osób na kolacji, którą zrobiłam całkiem po polsku, po wizycie w polskim sklepie pod Bordeaux i kilku godzinach przygotowań przyszedł czas radości, kosztowania, rozmów, śmiechu ale też lekkiego spięcia bo moi goście reprezentowali skrajnie różne poglądy polityczne.


Claudia
Kolacja rozpoczęła się aperitiwem o 19h30 a skończyła około pół godziny po północy.

Wypiliśmy kilka butelek polskiego piwa żywiec i Dębowe, pói litra Żubrówki, miód Kasztelański i jeszcze butelkę wina !

Trzeba przyznać, że towarzystwo było doborowe : nasi przyjaciele Eric i Claudia, profesorowie historii i niemieckiego ; Christoph dyrektor departamentu historii na uniwersytecie Bordeaux 3 i jego żona Helen wykładowczyni literatury, ich syn Orens, o baskijskim imieniu, przyjaciel chóralny naszego Antka.

Dominowały tematy historyczne… dwóch specjalistów historii Niemiec XIX wieku za jednym stołem… plus Niemka, plus ja też historyk choć Rosja moją specjalizacją ! Wspaniały czas !

 

Jedzenie znikało w tempie błyskawicznym :

Pół kilograma kabanosów ; tyleż szynki beskidzkiej zwanej okopconą, miska pomidorów, miska chipsów, kilka butelek Kubusia, pół kilograma krówek, tyleż ptasiego mleczka…

Waza żurku z jajkami i chrzanem, gar gołąbków z dwóch kapust !; purée z ziemniaków z koperkiem, kasza jęczmienna i gryczana i jeszcze SERNIK królewski z przepisu mojego dziadka – 10 jajek itd…

 

Zawsze wiedziałam, że powinnam polską knajpę w Bordeaux otworzyć a tak… krzewię światelka edukacji wśród francuskiej młodzieży… i to też dobrze mi idzie !

Pozdrawiam niedzielnie !


poniedziałek, 2 maja 2016

Francuska codzienność – Francuzi i ich KUCHNIA oraz GOTOWANIE. Najnowsze wyniki badań. Część 13.



 


 


Ipsos zrealizował ostatnio badania dotyczące z grubsza rzecz ujmując francuskiej kuchni. I potwierdzają one to co widać nad Sewkaną, Rodanem i Garonną na codzień – Francuzi uwielbiają gotować I jeść i przywiązują do tego ogromną wagę, gdyż dla ponad 40% Żabojadów kuchnia=PRZYJEMNOSC.


 


2 Francuzów na 3 uważa, że bardzo dobrze i dobrze gotuje. Zaledwie 5% to kuchenne “zera”.


 


Kuchnia, którą lubią Francuzi?


 


Dla 94% to kuchnia regionalna tzw: kuchnia terytoriów, z terytoriów czyli “cuisine du terroire” z takimi daniami jak potrawka z cięleciny, wołowina po burgundzku czy bretońskie naleśniki z mąki gryczanej.


Francuzi dzielą się mniej więcej po równo na zwolenników dań słonych i słodkich.


A ulubionym produktem Francuzów jest SER! dla 62% przed czekoladą, owocami i mięsem.


 


Jak kupują jedzenie Francuzi?


 


Świeżość, świeżość i jeszcze raz świeżość produktów. To najwyżej oceniane kryterium produktów spożywczych. Produkty również dla 80% Francuzów muszą być sezonowe. Jednakże tylko 40% Francuzów konsumuje żywność eko czyli BIO jak to się określa we Francji. 40% Francuzów uprawia warzywa, owoce, zioła przy domu, na balkonach, parapetach, tarasach i w ogrodach.


 


Czym dla Francuzów jest kuchnia?


 


Ponad 40% = przyjemność


22% = higiena życia


20%= obowiązek


7% = rozrywka


6% = pasja i nic z tego…


 


Co Francuzi gotują sami, w domu?


 


76% - gotuje w domu zupy


61% - przygotowuje w domu sosy


42% - robi samodzielnie ciasta na tarty, pizzę


40% - robi w domu konfitury




 


I na koniec Francuzi są bardzo kreatywni przy garnkach bo aż 75% wymyśla swoje przepisy I eksperymentuje! A gotować się uczą od najmłodszych lat… jak mój Antek. He, he…

poniedziałek, 16 lutego 2015

Dorsz w sosie "kurkumowym", ryż i duszone pory oraz 8-my dzień diety.

Dorsz w sosie "kurkumowym", ryż i duszone pory oraz 8-my dzień diety.






Za chwilę czeka mnie konsultacja w sprawie diety. Zobaczymy jak będzie ona wyglądała w kolejnych dniach. Danie, które dzisiaj prezentuję i polecam gościło wczoraj na naszym obiadowym stole. Przepis pochodzi o wielkiego francuskiego kucharza Joêl Robuchon, który wraz z lekarzem dietetykiem Patrick-Pierre Sabatier opublikował książkę “Le meilleur et le plus simple pour maigrir” czyli “To co najlepsze I to co najprostsze by schudnąć”.


 


To danie jest znakomite w smaku choć sposób jego przyrządzania może wydać się nietypowy… rybę przyrządza się w mikrofalówce – rezultat spektakularny i w smaku i w strukturze… ani zbyt mocno ani zbyt słabo ta ryba ne jest upieczona bo jest po prostu idealna!


Mistrz podaje ją z purée z selera i z jabłka, ja nie miałam selera więc wymyśliłam co innego.


 


A dieta dzisiaj?


 


Obiad: sałatka z pomidorów zimowych z winegrettem, befsztyl lekko krwisty, 2 ziemniaki I fasolka szparagowa z czosnkiem. Zioła i kostka czekolady.


 


Podwieczorek: banan i migdały


 


Kolacja: duszona kapusta z marchewką, mieszanka kasz, jogurt waniliowy. Zioła.


 


Dorsz w sosie z kurkumą


 


2 porcje


2 kawałki dorsza ( dos de cabillaud)


Pomidorki cherry albo 1 pomidor


10 cl wywaru z ryb, może być z kostki, ja wzięłam saszetki Ariaké


1 cytryna


¼ łyżeczki mąki ziemniaczanej


1 ząbek czosnku


1 szalotka


Oliwa z oliwek


Kurkuma


Czarny pieprz


 


I do ryby


Ryż, duszone na maśle dwie pory – białe części


 


Czsonek Iiszalotkę drobno siekamy. Podsmażamy na łyżeczce oliwy w garnuszku. Następnie pokrywamy wywarem z ryb i chwilę gotujemy. Mąkę ziemniaczaną mieszamy z odrobiną zimnej wody. Wlewamy ją do wywaru i gotujemy chwilę aż sos uzyska konsystencję syropu. Doprawiamy łyżeczką kopiastą kukrumy i czarnym pieprzem.


Rybę układamy w naczyniu do mikrofali. Posypujemy ją kurkumą I pieprzem oraz odrobiną soli. Obok układamy pomidorki. Całość pokrywamy folią spożywczą w której widelcem nakłuwamy dziurki. Wkładamy do mikrofali na 750 W i równo 3 minuty. Odczekujemy 1 minutę. Ostrożnie odsłaniamy folię i podajemy całe danie.