Czyli klasyka letnia na te upały co już do 40°C dochodzą w cieniu a ma być 42°C w poniedziałek... Dobrze, ze mój Antoni wrócił cały szczęśliwy i zdrowy z konkursu w Lille. Więc ma deser na stole, który w każdym sezonie i w każdej postaci uwielbiamy. Tym razem na biszkoptach różowych z Reims.
Robiłam dziś z polowy porcji na torownice 22 cm średnicy.
125 g biszkoptów z Reims można tez użyć zwykłych - lepiej by były chrupiące ale mogą tez być na przykład magdalenki wokół ciasta.
200 g malin
200 g twarozku
300 ml kremówki
5 platow żelatyny czyli 10 g
3 lyzki cukru pudru
sok i skorka z cytryny
maliny na wierzch i liście mięty.
200 g malin miksuje. Żelatynę namaczam w zimnej wodzie. Kremówkę ubijam na bita śmietanę. 2 łyżki zmiksowanych malin podgrzewam dodaje do nich odsączoną żelatynę i mieszam chwile aż się rozpuści. Odstawiam.
Pozostałe zmiksowane maliny łącze z twarogiem, bita śmietaną, cytryna, cukrem. Na koniec wlewam żelatynę.
Tortownicę wykładam folia spożywcza - spod by łatwiej wyjąć całość. Rant mebluje biszkoptami i do środka wlewam moja masę. Dekoruje wierzch. Schładzam minimum 4 godziny.