Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania choineczki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania choineczki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Tegoroczne, kokosowe choineczki.


Wczoraj zrobione, wieczorowa pora. Wyszło lekko ponad 80 sztuk ale robiłam z 2/3 porcji. Znając życie za kilka dni ich nie będzie. Muszę odłożyć nieco na to co do pracy, do rozdania itd... 








czwartek, 22 grudnia 2016

Gdy w domu pachną makowce. Francuska codzienność. Część 53.

Noel 16







 


Zapach rosnącego drożdżowego ciasta, stopionego masła i smażącego się maku z bakaliami oznacza, że już za chwileczkę Święta ! Wyczekane, niosące radość i nadzieję na trochę lepsze jutro. Właśnie dziś od rana, w moim domu takie  zapachy królują. Makowce sidzą już w piekarniku a ja się rozkoszuję ich ciepłym zapachem.


Nie wyobrażam sobie Świąt bez makowców, bez maku. To chyba wszechobecny symbol polskich Świąt Bożego Narodzenia.


 


Dwa dni temu jednak, we wtorkowy poranek robiłam z Antkiem te kokosowe choineczki. Zbyt proste by małe dziecko nie mogiŁ ich wykonać, zbyt smaczne by wszyscy nie mogli ich zjeść…


 


3 białka


90 g cukru


150 g wiórek kokosowych…


I to wszystko, składniki mieszamy. Masa ma być lekko lepiąca się ale nie płynna… ewentualnie dosypujemy tego i owego bo wszystko zależy oczywiście od wielkości białek, % wilgoci wiórek…


Choineczki lepimy malutkie, dwucentymetrowe i suszymy 20 minut w 150 °C…


Podane z gorącą, roztopioną czekoladą będą rozkoszą, schrupane na sucho też cieszą podniebienie.


 


Święta to jednak nie tylko czas radosny i spokojny.


Moje Święta tegoroczne, u teściów w Bretanii rodzą we mnie stres. Co prawda już dwa lata tam nie byłam ale pamiętam poprzednie roczniki i chyba niezbyt dobrze je pamiętam stąd te obawy.  Czuję się nieswojo, tak jakbym trochę się bała, że znów będzie beznadziejnie a może i jeszcze nie daj Boże z kłótniami. Wszystko szykuję, pichcę, będę wiozła trochę… ale jak mi mąż wypalił kilka dni temu żebym wziełam świece i biały obrus bo pewnie nie będzie to odbiło mi się psychologicznym kwasem.


 


Wolę chyba jednak nie myśleć co będzie i jak będzie… Okaże się. Nie lubię tylko tego mojego lekkiego zdenerwowania przed…


 


Wczoraj wieczorem natomiast kolejna niespodzianka… Antek we łzach. Bo on chce iść na mszę świąteczną w Rennes, ale boi się… że ciężarówka wjedzie w kościół i nas zabije… Natychmiastowy efekt ostatnich zamachów! Ale z mszy nie zrezygnuje bo nie… to z koleji dziś rano zaczął się bać, że dziadkowie nie będą chcieli iść z nim na mszę… A ja się wkurzam z lekka i po nocach nie śpię bo ciężko czasem to unieść wszystko.


 


Z mężem jak na wietrznym oceanie, raz góra za pół godziny dołek… od wczoraj lepiej bo razem prezenty pakowaliśmy i w końcu błysnęła  w nim jakaś radość! Oby na dłużej!


 


Wczorajszy obiad za to w restauracji z moją przyjaciółką Anne i jej dziećmi był cudownym momentum jak i granie dziś rano “Przybieżeli do Betlejem pasterze”, z Antkiem, na pianinie i wyśpiewywanie tej kolędy na cały głos…


No i te makowce…. Pachną, pachną jakby szeptały… “na co oczekujesz, na Kogo oczekujesz?”…


Na sacrum…





niedziela, 12 grudnia 2021

2 nowe ciasteczka adwentowe.

Florentynki czyli kwadraty rodem z Florencji ze skorka pomarańczowa kandyzowana domowej roboty, kandyzowanymi wiśniami, orzechami laskowymi i płatkami migdałów. Wszystko jest w masie miodowo-smietanowej lekko zapieczone. Udekorowane gorzka czekolada. 

A poniżej kokosowe mini choineczki.