poniedziałek, 23 grudnia 2013

Idą Święta…// Joyeux Noël

Idą Święta…



 
 

To czas szczególny, wyjatkowy, święty…

 

W tym specjalnym czasie życzę Wam wielu spotkań…

 

Spotkania z zachwyconym wzrokiem małego dziecka

Spotkania z mądrym uśmiechem bliskiego człowieka

Spotkania z wybaczeniem

Z miłością

Z dobrocią

 

Spotkania z Tym Maleńkim a jakże Wielkim

 

Niech przyniesie radość i nadzieję na nowy 2014 ROK

Niech przyniesie POKOJ dla nas wszystkich…

 

 

Jesteście dość liczni na tym blogu… Od 200 do 400 osób dziennie tutaj wchodzi. Cieszę się ogromnie, że mogę dzielić z wami moją pasję gotowania… Dziekuję za to, że zaglądacie!

 

Ps: Na zdjęciu polska szopka w moim domu.

sobota, 21 grudnia 2013

Cynamonowo-migdałowe gwiazdki czyli Zimtsterne// Etoiles à la cannelle et aux amandes - Zmitsterne

Cynamonowo-migdałowe gwiazdki czyli Zimsterne



 

 

Przepis pochodzi ze znakomitego blogu Pistachio ! Zachwyciłam się nim 3 dni temu. Te gwiazdeczki urzekają, kruchością, nieco makaronikową konsystencją. Robi się je ze zmielonych migdałów, piany z białek i cynamonu, bez dodatku mąki. Są przepyszne !

 

A na zdjęciu dzieła mojej mamy : szydełkowe aniołki i gwiazdeczki-śnieżynki. Mam ich całą kolekcję. Mamy wyroby są sprzedawane w Poznaniu i cieszą się popularnością bo są po prostu piękne, misterne i świąteczne…

Do ciasteczek wracając.

 

Na 3 blachy u mnie, około 100 małych gwiazdek

 

2 białka

Szczypta soli

250 g cukru pudru

350 g zmielonych migdałów

1,5 łyżki cynamonu

1 łyżeczka kirschu
 
 

Lukier… u Pistachio ja po spróbowaniu stwierdziłam, że jednak nie, naturalne lepiej mi smakują, tym bardziej, że pierniczki lukrowane już mam.

 

Białka ubijamy z solą, następnie dodajemy cukier puder i ubijamy dalej na błyszczącą, gęstą bezę. Dodajemy migdały, cynamon i kirsch ( może być też sok z cytryny)… musiałam dodać łyżkę więcej migdałów bo przypuszczam, że te 350 g są umowne, od wielkości i wagi białek ależy dokładna ilość… wyrobiłam lekko ciasto.

 

Rozwałkowujemy je pomiędzy dwoma kawałkami papieru do pieczeni. Wycinamy gwiazdki, układamy na blachcach wyłożonych papierem i zostawiamy na całą noc do wysuszenia w temperaturze pokojowej.

Pieczemy w 250°C około 3-5 minut.

Uwaga… lepiej, według mnie by gwiazdki nie nabierały kolorów bo wtedy są zbyt chrupiące, twardawe nawet… muszą być na 7 mm grubości i lekko podpieczone, chrupiące po bokach i na wierzchu, mięciutkie w środku.
 

środa, 18 grudnia 2013

Strucle makowe-makowiec// Roulé au pavot de la tradition polonaise pour Noël

Strucla makowa



To jedno, obok piernika, z najbardziej tradycyjnych ciast na Boże Narodzenie. Mak symbolizuje od wieków płodność, bogactwo i pomyślność. W innych kulturach również inne, drobne ziarenka niosą ze sobą tę samą symbolikę. Na przykład w Afryce północnej, byłej kolonii francuskiej- w Algierii, tę symbolikę mają ziarenka soczewicy i na Boże Narodzenie przyrządza się tam soczewicę.

W polskiej tradycji z maku robi się kutię, makiełki bądź śleżyki z masą makową oraz makowiec.

Przestrzegam tej tradycji co roku pomimo geograficznego oddalenia od Polski i piekę strucle makowe. Zresztą wszyscy je w rodzinie bardzo lubimy.

 

Podstawą jest ciasto drożdżowe dobrze wyrobione i pulchne oraz masa makowa zrobiona z maku. Nie polecam wam gtowyc mas makowych, dostępnych w polskich sklepach, gdyż ich głównym składnikiem jest…. woda, jak można przeczytać na etykiecie.  Mak we Francji kupić trudno, czasem zdaża się w 100 g paczuszkach w sklepach eko, ale w innych go nie ma. Przywożę go z Polski, już zmielony.

 

Ciasto :

500 g przesianej mąki u mnie typ 55

40 g świeżych drożdży

3 żółtka

120 g cukru

Pół laski wanili

60 g masła

250 ml mleka

 

Z 3 łyżek podgrzanego mleka, tak do 45-50°C, łyżki mąki i cukru oraz drożdży robię zaczyn w kubeczku. Odstawiam go w ciepłe miejsce, niech rośnie… u mnie rośnie zazwyczaj błyskawicznie w 3 minuty wypływa z kubka!

Mąkę mieszam z ziarenkami wanilii. Żółtka ucieram z cukrem i dodaję do mąki. Wlewam zaczyn, pozostałe, podgrzane mleko wraz ze stopionym masłem.
Wyrabiam ciasto minimum 30 minut aż będzie gładkie, elastyczne. Niech rośnie aż podwoi objętość.

 

Masa makowa

 500 g zmielonego maku

100 ml mleka

2 łyżki miodu 50 g masła

50 g cukru

Migdały, skórka pomarańczowa

 

I żadnych olejków i innych sztuczności bo tego nie cierpię! Brrr… kojarzy mi się to z kupnym, przemysłowym makowcem…

 

Zmielony mak polewam gorącym mlekiem. Chwilę trzymam – 5-10 minut i odcedzam. Podsmażam mak z miodem, masłem, cukrem i bakaliami. Dodaję do niego pianę ubitą z 2 białek.

 

 

Wyrośnietę ciasto dzielę na 2 równe części, na dwa makowce. Rozwałkowuję je na dość cienki prostokąt. Smaruję wierz dobrze rozbełtanym białkiem by masa przylegała do ciasta… rozkładam mak i zwijam ciasno w rulon.

Układam w formie wyłożonej papierem. Pozostawiam na kolejną 1 h do wyrośnięcia smarując wierz rozbełtanym żółtkiem z łyżką mleka.

 

I tutaj… nie wiem od czego to zależy ale makowiec pieczony w formie kamionkowej nigdy nie pęka a ten w formie metalowej pęka zawsze… tajemnica jak dla mnie !

 

Piekę je w 180°C w nagrzanym piekarniku przez równo 50 minut. Posypuję cukrem bądź lukruję…

 

Uwaga : wszystkie składniki na ciasto drożdżowe wyjmujemy 1 h wcześniej by miały tę samą temperaturę.

 

wtorek, 17 grudnia 2013

Przedświąteczny obiad z psiapsiółką !// Déjeuner avec Stéphanie! Any Teas à Bordeaux

Przedświąteczny obiad z psiapsiółką !




Wreszcie ! Bo tylko ta praca i praca… dziś nawet na wagary poszłam bo powinnam być na szkoleniu na Uniwerku 3 h szkolenia plus 2 h dojazdu. Wybrałam obiad ze Stéphanie ! I nie żałuje, żadnej Mea Culpa więc nie będzie.

 

Spędziłyśmy cudowne południe, plotkowałyśmy tak, że aż się kubkiz herbatą trzęsły. Stéphanie zaprowadziła mnie do herbaciarni ( Salon de thé) w samym centrum Bordeaux, nieopodal Opery i Grand Hôtel, do “Any Teas”. Nigdy tutaj wcześniej nie byłam.
 
 
na tarasie
 
Miejsce okazało się urocze, spokojne, cieplutkie. Zjadłyśmy razem obiad, dość prosty jak to w herbaciarniach bywa: sałata na wstęp,
 
 
 
 
szaszłyk z kurczaka w sezamie na risotto z cukinią i pomidorami
 
 
 
I deser dnia – świąteczny pod czekoladowym kloszem schował się piernik przełożony świeżymi cząstkami pomarańczy i konfiturą pomarańczową. i wszystko było by pięknie i ładnie gdyby nie ozdoba z truskawki zupełnie do tego deseru nie pasująca oraz zbyt gruby spód czekoladowy, nieco siermiężny.


kawa i do kawy
 
Właścicielka lokalu, gdy wychodziliśmy spytała dlaczego robiłam zdjęcia. Powiedziałam, że na bloga. Uśmiechnęła się zalotnie i spytała:

“ Czy wszystko mi się podobało, smakowało”… powiedziałam to co wyżej. Właścicielka nieco się zdenerwowała moją drobną krytyką i zawołała kucharza-ciastkarza. Stéphanie pękała obok ze śmiechu, ja wyłuszczałam ciastkarzowi moją opinię. Bardzo się przejął i zamierza poprawić swoją dekorację truskawkową w pełni grudnia. Rozstaliśmy się ściskając prawicę, dzieląc adresem bloga i życząc sobie Wesołych Świąt!

 

Po wyjściu, Stéphanie mówi do mnie “ Niesamowita jesteś! mówiłaś jak ekspert jakiś, ale dobrze bo też mi to przeszkadzało”.

Skwitowałam uśmiechem, bo zawsze mówię o tym co mnie zachwyca i co mnie drażni gdy właściciel restauracji czy kucharz pyta “ jak się odbywa posiłek, czy wszystko w porządku”. Niepytana raczej nic nie mówię no chyba, że jest coś wyjątkowego.

Bawią mnie klienci, którzy krytykują, nie dojadają bo im nie smakuje a nie proszą o zmianę czy na pytanie “ Jak było” mówią “wszystko dobrze”… Śmieszna jest ta hipokryzja.

 
 

Ale do Stéphanie wracając… nasze dzieci razem w tenisa grają w Primrose. A ona jest mamą 3 dzieci, mediatorem psychologiem z prawniczym wykształceniem. Ma swój gabinet choć pracuje tylko 2 dni z tygodniu. Resztę poświęca rodzinie choć ostatnio bardzo zaangażowała się w politykę… wybory lokalne w 2014 roku, działa na rzecz Juppé… I mnie namawia. Ja już do jednej partii należe z mężem, do Partii Radykalnej czyli centrowej a Juppée to prawica, UMP, nie bardzo mi po drodze.

Obgadałyśmy wszystko: Święta, prezenty, ich rolę wychowawczą, wartości naszych dzieci, zmiany zachodzące we francuskim społeczeństwie, moje perspektywy kariery, miejsca zamieszkania… uf, czego nie było w naszej rozmowie? Nie wiem… bo tematów dziesiątki.

 

Uwielbiam te nasze narady… jutro na tenisie kolejna, ale krótsza i tylko przy kawie porannej.

 

Zawsze jestem wdzięczna po takich spotkaniach… wdzięczna za to, że Ktoś sprawia, że może by tak dobrze, ciekawie, że żyję po prostu…

 

Ps: A dla ciekawych cen zapłaciłam 15,80 euro za obiad.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Podwieczorek adwentowy… po niemiecku// Un goûter de l'Avent à la mode allemande

Podwieczorek adwentowy… po niemiecku



 

 

 

Wczorajszym popołudniem udaliśmy się do Klaudi i do Eric’a na Świąteczny podwieczorek. Klaudia jest Niemką, muzykologiem z wykształcenia a Eric jest historykiem. Jesteśmy kolegami po fachu, przyjaciółmi ze względu na wyznawane wartości, i ogólną sympatię… Bardzo, bardzo ich lubię.

Wczoraj w ich mieszkaniu zebrało się międzynarodowe towarzystwo : Niemcy, Anglicy, Francuzi, Meksykanie i ja Polka. Było nas w ciągu popołudnia chyba z 30 albo i więcej osób nie liczyłam, ale samych dzieci było 11 sztuk od 2 roku życia do 18 lat.
 

Na początku uroczyście zapaliliśmy 3 świecę na wieńcu adwentowym Klaudi, później zapłonęły świece na wszystkich kominkach, konsolach i innych meblach. Dzieci zaczęły jeść ! Niesamowity podwieczorek bo muszę przyznać, że ciasteczka Klaudi w kilku rodzajach zwalały z nóg. Były przepyszne ! Mam obiecane przepisy na środę więc może jeszcze coś uda mi się zrobić przed Świętami ? I się tutaj z chętnymi podzielić…


 

Dzieci szybko zjadły po czym Eric, zaprowadził ich do pokoju gdzie przygotował dla nich masę ołowianych żołnierzyków ( zdjęcia będą jak je dostanę) i cała grupa podzieliła się na dwa obozy, opracowując strategię. Oczy mojego Antka aż błyszczały z zachwytu… Eric jest pasjonatem… ma ogromną starą bibliotekę, szable z czasów Ludwika XIV i masę innych rzeczy, map, strojów, kapeluszy. Historyk z prawdziwego zdarzenia !
 
Dzieci bawiły się dobre 2 godziny po czym jak mi doniesiono, mój syn wziął miesięcznik dla którego pisuje Eric i zaczął czytać artykuł o … Napolenie i bitwie pod Waterloo… Eric zaczął go wypytywać co nieco po czym wpadł do salonu i zaczął mówić o “niesamowitym dziecku, które ma zaledwie 8 lat a wiedzę licealisty »… no cóż… dumni byliśmy. Antek nie opuszczał Eric’a na krok i wciąż zadawał mu nowe pytania… skończyło się na tym, że w styczniu pojedziemy razem na week-end do Périgueux, w stronę Dordogne by zwiedzać muzeum i jaskinie z czasów prehistorycznych i jakieś antyczne resztki.

Nie muszę pisać, że dziecko moje wniebowzięte.

 

Była też z nami wczoraj francuska rodzina z ósemką dzieci. On adwokat, ona nauczycielka, wszystkie dzieci w przyszłej szkole Antka, oprócz najmłodszych. Patrzyłam na nich z zachwytem i z podziwem. Wszystkie dzieci niezwykle dobrze wychowane, mądre… Inny świat, gdy o moje liceum chodzi.

Przeprowadziliśmy masę ciekawych rozmów, poznałam znakomitego dziennikarza francuskiego, byłego profesora Sorbony,wielu fajnych nauczycieli, malarza, adwokata i kilku przedsiębiorców, z którymi w dyskusje gorliwe wdawał się mój mąż.
 
 
 
 
 
 
Spędziliśmy cudowny wieczór, pośpiewaliśmy trochę kolęd i w końcu zrobiło się świątecznie, nie tak jak we Francji zimno i bez emocji a wręcz przeciwnie ciepło na zewnątrz i wewnątrz…
 
 

 
ps: moj skromny wklad... w zupelnie innej kolorystyce...

 

niedziela, 15 grudnia 2013

Pomarańczowe ciasteczka adwentowe przysypane kokosowym śniegiem// Des petits gâteaux à l'orange d'Avent, soupoudrés de la neige à la coco

Pomarańczowe ciasteczka adwentowe przysypane kokosowym śniegiem



 

 

Prezentują się wyjątkowo uroczo i równie dobrze smakują ! Smakują Świętami, pomarańczą, mandarynką i cytrusami. Ciasto zwane po francusku « sablé » jest po prostu bardzo kruchym ciastem piaskowym z dużą ilością masła. Ciasteczka sklejone są konfiturą z pomarańczy a ich brzeg posmarowany jest konfiturą z mandarynek i marakuji tak by przykleiły się do niego wiórki kokosowe.

 

W moim piekarniku dzisiaj makowce, z których część na same Święta zostanie zamrożona. Jednakże dzisiaj mamy pierwszy z długiej serii podwieczorków i wieczorów Bożonarodzeniowych więc zamierzam popularyzować polskie wypieki, których makowiec akurat na te Święta jest obowiązkową częścią ! Francuzi, którzy tradycje swoje skutecznie zapominają na rzecz konsumpcyjnego podejścia do Świąt co za chwilę będzie można zobaczyć na zdjęciach na blogu  Niania w Paryżu są zachwyceni zazwyczaj jak ktoś zrobi coś za nich, poda, zaprezentuje. Tutaj złośliwie dodam, że moja teściowa wiedzie w tym prym, gdyż ostatnio pytała mnie co zrobię i przywiozę na Święta, dziś zresztą rano pytała raz jeszcze bo widać nie może uwierzyć, że nie zrobię nic, jak jej powiedziałam… wpadła w lekką panikę, a że co roku to przerabiamy bądź prawie zupełnie mnie ta sytuacja nie stresuje, niech się wysili, może przecież. Zmuszać jej jednak do niczego nie zamierzam, jej dom, jej zaproszenie nas na Święta, jej wybór i jej sprawa.

 

Na ciasteczka zapraszam !
Około 50 sztuk
 
330 g mąki – musiałam dodać nieco więcej 350 g plus do podsypywania
300 g masła
120 g zmielonych migdałów
120 g cukru pudru
2 jajka
Sól szczypta
Cytryna bio
Słoik konfitury pomarańczowej
Słoiczek konfitury z cytrusów
Wiórki kokosowe
 
Utrzeć miękkie masło z cukrem dodać cukier i sól oraz drobno startą skórkę z cytryny. Następnie dodać przesianą mąkę i migdały. Zagnieść ciasto i schłodzić je 1 h. Rozwałkowywać na papierze do pieczenia obsypanym mąką, wycinać małe formy całe, w innych wyciąć dziurki. Piec na papierze w 180°C przez 10 minut.
Wystudzone ciasteczka – całe -  smarować konfiturą pomarańczową, przyklejać wierzch z dziurką. Brzegi wierzchniego ciasteczka smarować konfiturą z cytrusów za pomocą pędzelka. Posypać wiórkami, dziurkę w ciastku napełnić  konfturą pomarańczową za pomocą rożka cukierniczego. Przechowywać w metalowej puszce.
 


czwartek, 12 grudnia 2013

Baerewecke czyli adwentowe chlebki z Alzacji


 
Baerewecke czyli adwentowe chlebki z Alzacji
 

W smaku przypominają nasz wigilijny kompot z suszu tyle, że mają stałą konsystencję. Zachwyciłam się tym przepisem Christopha Felder’a jednego z najsłynniejszych francuskic cukierników, gdyż jest to przepis bez ciasta. Zamiast czegoś w rodzaju keksu bardzo bogatego w owoce suszone i kandyzowane mamy ciasteczka większe bądź mniejsze tylko z suszonych owoców. Rolę mąki zastępują zmielone migdały i orzechy włoskie.

 

Nazwa nie do wymówienia – Baerewecka z alzackiego oznacza : Beera czyli gruszka i Wecka czyli ciasto albo mały chlebek. Różne ortografie słowa istnieją w samej Alzacji. Ciasto to zapożyczono z kuchni żydowskiej alzacji.

 

To co mnie ciekawi to też popularne połączenie pieczonego drobiu z owocowami z baerewecka duszonymi w Pinot Noir z Alzacji czyli lokalnym winie. Zrobię je niebawem.

 

Na około 30 małych ciasteczek na 2 kęsy albo na 2-3 większe rulony do pokrojenia

 

150 g suszonych a raczej nie do końca suszonych gruszek – ususzyłam je sama w ćwiartakch przez 3 h w 65°C…

300 g suszonych śliwek

2 plastry ananasa suszonego bądź confit

50 g suszonych jabłek

50 g zmielonych migdałów

80 g zmielonych grubo orzechów

70 g rodzynek

 

Na marynatę

20 cl soku z pomarańczy

10 cl wina Pinot Noir z Alzacji albo czerwonego wina używanego do robienia gorącego , świątecznego wina

1 łyżka Kirsch czyli wódki wiśniowej

40 g cukru

Łyżeczka cynamony

Laseczka cynamonu i łyżeczka 4 przypraw ( cynamon, gałka muszkatułowa, goździki, kardamom)

 

Wszystkie owoce oprócz mielonych drobno kroimy.

Marynatę zagotowujemy i polewamy nią owoce. Odstawiamy na godzinę w pokojowej temperaturze, można też na 2 bądź 3 godziny. Zagotowujemy wszystko jeszcze raz i odcedzamy dobrze przez minimum 10 minut.



 

Do odsączonych owoców dodajemy zmielone orzechy i migdały. Ręce lekko obtaczamy w mące i formujemy ciastka. Każde ciasto zawijamy w papilot z papieru do pieczenia i pieczemy 2 h w 150°C. Mają być lekko wysuszone ale miękkie w środku. Przechowujemy do 3 miesięcy w papierkach w pudełku…

 

środa, 11 grudnia 2013

O tym o czym dowiedziałam się w poniedziałek i zapiekanka Dauphinois z brukwią

O tym o czym dowiedziałam się w poniedziałek i zapiekanka Dauphinois z brukwią

Od 2010 roku kulinarne dziedzictwo Francji jako pierwsze i jedyne zostało wpisane na listę UNESCO ( od tego czasu wpisano inne: kuchnie Meksyku, pierniki w polnocy Chorwacji itd). Kategoria niematerialnego dziedzictwa kulturowego została stworzona w 2003 roku by chronić tradycje i zwyczaje wyjątkowe, na skalę światową.



Francuska kuchnia jest jedną z takich tradycji właśnie, z lokalnymi produkatmi, niezwykłymi recepturami, mistrzowskim wykonaniem ale też, a może przede wszystkim?, tradycją celebrowania posiłku, jego składu i układu, form podawania dań wyjątkowych i niespotykanych nigdzie indziej.







Tymczasem w poniedziałek, spożywając mój ostatni posiłek na naszej szkolnej stołówce        ( jedzenie jest tak beznadziejne, że zdecydowałam przywozić swoje własne i je w liceum odgrzewać) w towarzystwie mojej młodszej koleżanki po fachu usłyszałam coś co nie tylko mnie zdziwiło, zaskoczyło ale też zmusiło do zweryfykowania pewnych poglądów, które uważałam za uniwersalne na francuskim terenie.



Otóż koleżanka ta wyznała mi, że ani ona ani jej mama z którą nadal mieszka, nie gotują. Nie byłoby w tym nic dziwnego bo wiele osób nie gotuje tylko spożywa odgrzane i napromieniowane gotowce. One nie gotują nigdy. Mama koleżanki jest podobno kobietą lubiącą oszczędność i oszczędność ta dotknęła pułapu, jak mi go określiła koleżanka typu: nie kupujemy żadnych świeżych warzyw i owoców przez całą zimę, nie urządzamy urodzin bo nie pieczemy ciasta- szkoda pieniędzy, z mięs jemy tylko to z supermarketów dyskontów i wyłącznie wieprzowinę oraz kurczaki z baterii.



Opowiadała mi o tym i opowiadała, gdyż według niej jedzenie na stołówce jest znakomite, znacznie lepsze niż u niej w domu. Słuchałam jej opowieści, niedowierzając. I w sumie nie wiedziałam nawet co powiedzieć. Oszczędność ponad wszystko, ale w jakim celu?



Zapytałam ją o ten cel… poczerwieniała. Po kilku sekundach wybąkała, że  nie wie i nigdy się nad tym nie zastanawiała. Po prostu tak ma być i koniec.



Później przyznała, że oszczędność ta nie tylko jedzenia dotyczy, ona dotyczy wszystkiego… Jako dziecko koleżanka nigdy nie była ani w kinie, ani w muzeum, ani w teatrze ani nawet w centrum Bordeaux bo na przedmieściach mieszka… mama uważała, że nie ma po co wydawać pieniędzy… tata jej wtorowal.



Zapytałam ją czy w takim razie są bardzo bogaci bo skoro od tylu lat ( ona sama ma z 30) tyle naoszczedzali… stwierdziła, że mają długi.



Na tym nasza rozmowa się zakończyła.



Pomyślałam sobie w jak różnych światach żyjemy choć teoretycznie w tym samym: ten sam zawód, zarobki, miejsce zamieszkania i tak głęboka dzieląca nas przepaść nawet ta podstawowa, kulinarna.







Tymczasem, nie wiem jak u was, ale u mnie mroźno porankami -2, -3 °C popołudniu słońce nagrzewa do 11-12 °C a wieczorem znów zimno. Odkurzyłam więc stary przepis na klasykę francuskiej kuchni – Gratin Dauphinois według Paul Bocuse, mistrza…



Tyle, że nieco zmodyfikowałam całość zastępując połowę ziemniaków plasterkami brukwi…



Pyszne i rozgrzewające w sam raz na kolację!



Ale ja nie boję się kupić świeżych warzyw, na nic nie zbieram, długów nie mam…


4 porcje

500 g ziemniaków

500 g brukwi

20 cl pełnotłustego mleka

20 cl kremówki

Sól, pieprz

Czosnek

Świeżo starta gałka muszkatułowa
 
Maslo

 

Warzwa kroimy na cienkie plasterki uprzednio je obierając. Zagotowujemy mleko ze śmietaną. Naczynie do zapiekania smarujemy masłem i przekrojonym ząbkiem czosnku. Doprawiamy mleko i śmietanę i polewamy warzywa. Zapiekamy około 1,5 h w 180°C, powoli aż całość będzie się rozpływać w ustach. Podajemy z sałatą!

niedziela, 8 grudnia 2013

Kierunek Boże Narodzenie-pierniczkowo i gwiazdkowo// Direction Noël

Kierunek Boże Narodzenie



 

 

Jak widać został już w moim domu definitywnie obrany ! W piątek odwiedzł nas Święty Mikołaj z drobiazgami a wieczorem przyniósł do domu pachnącą, piękną choinkę. Nie za wielką, taką w sam. W piątkowy wieczór udekorowaliśmy drzewko. Błyszczy się teraz wieczorami w aurze jasnych światełek i świec.

 

Ten week-end spędziłam, głównie ja na pieczeniu piernikczów i maślano-żurawinowych gwiazdeczek, czyli całkiem klasycznych wypieków domowych. Wczoraj była u nas Agata z Anią i piekłyśmy pierniczki. Dziś rano ja byłam u Agaty i dekorowałyśmy ponad 3 godziny upieczone cudeńka.

Agata chce nimi obdarować chyba z 15 osób, to się narobiła dziewczyna… ja też, ale mój podarek do pokoju nauczycielskiego będzie grupowy, na wiele osób…

Ponuciłyśmy już pierwsze kolędy i jakoś tak się ciepło na sercu zrobiło tym bardziej, że nadchodzący tydzień będzie ciężki mamy kilka rad klasowych po pierwszym trymestrze czyli Conseils de classe do 21h w szkole przez 4 dni w tygodniu uf…

Na całe szczęście prezenty same do domu przychodzą dostarczane przez gońców różnej maści. Uwielbiam ten czas…

wtorek, 3 grudnia 2013

Uprzejmie informuje

Durszlak.pl
Uprzejmie informuje, ze obrazliwe komentarze, roznego rodzaju anonimy od bohaterow naprawiajacych swiat i ludzi wokol nich, ktory posiedli jedyna, nieaprzeczalna wizje rzeczywistosci  i egzystencji... nie beda publikowane na moich blogach.

Mozna dyskutowac o wszystkim ale w normalny, kulturalny sposob. Zabierajac glos w jakiejkolwiek dyskusji podpisujemy sie pod wlasna opinia: tytulem posiadanego bloga badz imieniem i nazwiskiem.
Materialy zamieszczone na tym blogu sa wlasnoscia jego autorki i wszelkie kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez jej zgody naraza na sankcje prawne - informacje te zamieszcze w projekcie strony.

niedziela, 1 grudnia 2013

Na francuskim targu - fotoreportaż

Na francuskim targu - fotoreportaz

Zdjecia robilam w zeszlym tygodniu, na targu niedzielnym, 5 minut od mojego domu... nad Garonna w samym centrum Bordeaux...

To znany w miescie targ, na ktorym mozna kupic wszystko to co jadalne... zapraszam wiec na krotka wizyte!

 
Na stoiskach z drobiem juz swiateczne ptaki i nawet biedny ubity zajac...
 
 
 na tych z rybami, kilkanascie gatunkow swiezych ryb oraz owoce morza w tym morskie slimaki, niektore juz ugotowane czyli gotowe do spozycia!
 
osrtygi mozna skonsumowac w domu, ale na targu jest rownie przyjemnie z kieliszkiem bialego wina i kropelka cytryny... pycha!
u rzeznika natomiast pietrza sie pieczenie wolowe... do wyboru, do koloru!
 
 
U sprzedawcy serow prym wioda sery kozie... dopiero gdzies dalej leza inne gatunki
 
 
do sera jak wiadomo chleb jest potrzebny.... tutaj jest ci go kilkanascie gatunkow!
 
tradycyjne warzywa i owoce
kilka gatunkow dyn i dyniowatych
 
 
a jak komus nie chce sie gotowac to moze kupic gotowe potrawy... kuskus, rissotta czy paealla na ogromnych patelniach oraz pieczyste: kurczaki, perliczki czy kaplony. Te ostatnie to bardzo staropolskie danie!
 
przyprawic to wszystko by wypadalo.... kilkanascie gatunkow pieprzu, kilka gatunkow soli...
 
 a na deser Canelés - symbol miasta...
 
Byly tez stanowiska z winami, konfiturami, kwiatami, ale wszystkiego nie zdolalam uchwycic!