niedziela, 29 września 2013

Fricassé z kurczaka z boczniakami// Fricassé de poulet aux pleurotes

Fricassé z kurczaka z boczniakami



 
 

Czyli coś w rodzaju potrawki i kolejny ukłon w stronę jesieni. To danie robiłam dzisiaj na obiad. Nie mieliśmy za wiele czasu po z mszy wróciliśmy dopiero kilka minut po 12h a jak nie podam obiadu na 12h30 to moja rodzina krzyczy, że są głodni! Wytrzymaliśmy jednak do 13h, aż wszystko było gotowe.

Tak więc potrawkę tę zrobiłam w niecałe 30 minut i podałam z frytkami. Na przystawkę mieliśmy sałatkę z awokado i z pomidorów a na deser lody cytrynowe i kilka pianek  Marshmallow, które robiłam wczoraj na urodziny Antkowe z kolegami… o urodzinach opowiem za chwilę bo z przygodami były.

 

Wracając jednak to dania… jest szybkie, jest aromatyczne, sezonowe bo typowo jesienne I bardzo smaczne. Sos zrobiłam na bazie Rieslingu, śmietanki i grzybów… palce lizać!


4 porcje

4 piersi z kurczaka

2 szalotki

Ząbek czosnku

500 g boczniaków

15 cl białego wina, ja wzięłam Riesling z Alzacji, ale może być zwykłe wino kuchenne

10 cl kremówki

30 g masła

2 łyżki oliwy z oliwek

Sól, pieprz

Zielna pietruszka

 

Grzyby czyścimy i rozrywamy delikatnie na kawałki. Podsmażamy je na łyżce oliwy i na maśle chwilę. Dodajemy rozgnieciony czosnek Iiposiekane szalotki, smażymy 5 minut. Posypujemy pietruszką.

 

Kroimy kurczaka w kostkę i podsmażamy na oliwie. Doprawiamy i pokrywamy winem. Gotujemy na dużym ogniu aż połowa wina odparuje. Dodajemy kremówkę oraz grzyby z ich sokiem, szalotkami itd… dusimy całość kilka minut.
 
 

 
Fricassé de poulet aux pleurotes
 
4 personnes
 
4 blancs de poulet
500 g de pleurotes
2 échalotes
1 gousse d'ail
2 càs d'huile d'olive
30 g de beurre
15 cl de Riesling ou vin blanc
10 cl de crème liquide
sel, poivre
persil
 
Lavez les champignons, déchirez-les délicatement et faites revenir dans du beurre et 1 càs d'huile. Ajoutez l'ail écrasé, les échalotes ciselées et faites cuire 5 minutes. Ajoutez du persil, réservez.
 
Coupez le poulet en cubes et faites-les sauter dans de l'huile. Couvrez avec du vin et faites réduire de moitié sur un grand feu. Ajoutez la crème, puis les champignons avec leur jus et épices. Servez bien chaud.
 

niedziela, 22 września 2013

Omlet z kurkami – czyli dalej witamy jesień !// Omlette aux girolles... nous saluons encore l'automne!

Omlet z kurkami – czyli dalej witamy jesień !



 
 

I pewnie witać tak będziemy jeszcze długo, długo aż do samego Bożego Narodzenia ! Bo jesień oferuje nam taki wybór produktów, kolorów i połączeń, że dni  nie wystarczy by wszystkiego spróbować.

 

Dziś prościutki przepis… prościutki ? Tak myślałam o nim do niedawna aż nie zobaczyłam jak jedna z moich koleżanek, gotująca całkiem nieźle nie potrafiła zrobić poprawnie zwykłej jajecznicy. Bo omlet ma swoje wymagania. Po pierwsze jajka nie z supermarketu ani nie ze sprayu jakim raczą nas w większości już restauracji. Po drugie śmietana dodana do masy jajecznej by był pulchny, mięciutki. Po trzecie dodatki ich przygotowanie i samo smażenie… zawsze z jednej strony i tylko z jednej strony… omlet ma być pośrodku jeszcze lejący, lekko, taki « baveuse » jak mówią Francuzi, którzy to danie wymślili i są często z jego wykonaniu mistrzami.

 

Na wczorajszą kolację zrobiłam omlet z kurkami. Kurki lubię w każdej postaci ale to połączenie z jajkami jest jednym z naszych ulubionych. Choć uwielbiam też kurki z cielęciną czy z kopytkami włoskimi…

 

Taki omlet to rarytas. Na Mont Saint Michel u podnóża góry znajduje się jedna z najbardziej znanych we Francji restauracji – Mère Poularde, jej specjalnością są właśnie omlety. Nie zapomina się ich do końca życia…

 

Do tego dania kieliszek dobrego czerwonego Burgunda i miska sałaty z dobrą oliwą !
 
 
 
3 porcje
6 jajek bio, wiejskich… prawdziwych jajek
Masło sporo masła
2 łyżki gęstej ale nie kwaśnej, wiejskiej śmietany
Sól, pieprz
 
500 g kurek – obcieramy je wilgotnym ręcznikiem kuchennym…
I tutaj są dwie szkoły jedny kurki obgotowują 3 minuty we wrzątku bez soli, inni od razu smażą… do wyboru! Po obgotowaniu trzeba dobrze odsączyć I na masełko na patelnię…
Dodajemy tylko sól!
 
Pod koniec smażenia świeży szczypiorek…
 
Na dużej patelni rozgrzewamy masło – 20-30 g. Gdy jest gorące wlewamy ubite jajka ze śmietaną, solą i pieprzem. Smażymy minutę rozgrzebując drewnianą łyżką środek, tak by sobie ta masa stopniowo spływała. Po minucie pokrywamy omlet kurkami i smażymy dalej, nie przewracając, ma być lekko lejący w środku i przypieczony na brzegach i od spodu….
 
Rozkoszujemy się.
 

sobota, 21 września 2013

Na powitanie jesieni – Crumble : Gruszki i Czekolada// Crumble poire-chocolat pour saluer l'automne!

Na powitanie jesieni – Crumble : Gruszki i Czekolada



 

 

Oblizuję się jeszcze ze smakiem robiąc ten wpis. Bo ten crumble jest po prostu « boski » ! Tym bardziej, że dodałam do niego kawałeczki gorzkiej czekolady z Ekwadoru, przywiezionej z Portugalii o wyjątkowo głębokim smaku… Do tego świeże gruszki, lekko podsmażone w białym karmelu i chrupiące crumble.

 

Wczoraj na szkolnej stołówce Antoś też kulinarnie witał jesień.

Na przystawkę mieli : pieczeź mięsną z kasztanami

Na danie główne : kaczkę w sosie na bazie piernika podaną z zapiekanką Dauphinaois czyli Gratin Dauphinois

Z serów podano ser kozi z orzechami

A na deser była tarta jabłkowa

Mój syn wrócił bardzo zadowolony ze szkoły middzy innymi za sprawą tak pysznego jedzenia !

 

A u nas dziś klasycznie bo na obiad, na przystawkę był grejpfrut, na danie główne frytki bo sobota ! i domowe nuggetsy z piekarnika ( bez tłuszczu) i crumble gruszkowo-czekoladowy…

Jednakże wieczorem znów oddamy hołd jesieni bo mam KURKI ! I Będę robić omlet z kurkami ; do tego sałata i jakieś dobre wino, jeszcze nie wiem którą butelkę otworzymy.

 

 

Kto tutaj mówił o braku pozytywnych aspektów jesieni ???
 
 
 
Na 5 foremek jak na zdjęciu
5 sporych gruszek
50 albo i więcej gram gorzkiej, dobrej czekolady
Sok z pół cytryny, łyżka cukru i 30 g masła do podsmażenia gruszek
Gruszki obrać, pokroić, skropić cytryną i podsmażyć 3-5 minut w jasnym karmelu zrobionym z podanych sładników
 
Na crumble… tradycyjnie
 
100 g mąki
100 g zmielonych migdałów
100 g cukru
100 g zimnego, dobrego masła
Zagnieść palcami na gruby piasek…
Gruszki ułożyć na dnie naczyń. Posypać posiekaną czekoladą, pokryć crumble I zapiec w 180°C około 35 minut. Podawać lekko ciepłe!
 
 
Crumble poire-chocolat
 
Pour 5 ramequins comme sur les photos
 
5 belles poires
jus d'un demi citron
30 g de beurre
1 càs de sucre
 
Epluchez les poires et coupez-les en dès. Arrosez avec du jus de citron et faites sauter 3-5 min. dans du caramel blond préparé avec du sucre et du beurre.
 
Crumble:
100 g de farine
100 g de poudre d'amandes
100 g de sucre
100 g de beurre bien froid!
 
Assemblez le tout en gros sable...
 
Disposez les poires au fond des ramequins, râpez du chocolat noir - 50 g ou plus pour cette quantité, couvrez avec du crumble et faites dorer 35 minutes au four chaud à 180°C.

czwartek, 19 września 2013

Słodycze Portugalii

Słodycze Portugalii



 

 

Będzie więc smakowicie i jak najbardziej słonecznie, trochę na przekór deszczowej końcówce lata, którą raczy nas w Bordeaux, dzisiejsza aura !

 

Portugalskie słodycze są bardzo różne. Obok narodowego ciastka – Pasteis czy Pastel de nata, które zresztą można kupić w części cukierni i we Francji, portugalskie miasta produkują niezliczone ilości słodkości. Można powiedzieć, że każdy większy ośrodek ma swoją specjalność, jak pokazywane już tarteletki z twarogiem z Sintra.


Pasteis de nata

To co chyba najwyraźniej charakteryzuje portugalskie słodycze to : ogromna ilość jajek a ściślej żołtek w kremach, jest tutaj nawet konfitura z żółtek jaja ( doce de ovo) !; oraz spora ilość przypraw. Nic dziwnego w końcu Portugalia była nie tak dawno jeszcze największym Imperium kolonialnym na świecie !

Jest cynamon, różne rodzaje kardamomu, jest ziarno Tonka i wiele innych…

 

Ciasto robione jest z dodatkiem fig i migdałów, nie brakuje też orzeszków pini…
 
 

 
 
 
Te zdjecia byly robione w przyklasztornej cukierni w Alcobaça
a te w cukierni w Coimbra
 
 

W Portugalii można też skosztować najróżniejszych rodzajów czekolad i wyrobów czekoladowch… w każdej czekoladziarni raczyliśmy się czymś wyjątkowym. A czekolada z Ekwadoru podbiła moje podniebienie już chyba na zawsze, szczegónie ta gorzka, ponad 70% kakao… Trufle z niej wyrabiane są dużo lepsze niż te robione przeze mnie na każde Boże Narodzenie w domu!


 
 
 
 
 

Co do tych radosnych świąt… Portugalczycy przyrządzają na nie dwa kultowe desery: aletria czyli cieniutki makaron ugotowany w mleku z przyprawami i ogromną ilością cynamonu oraz rabanadas “pain perdu” również mocno cynamonowy…

 

Portugalskie słodycze kupujemy w cukierniach i czekoladziarniach. W restauracjach jest ich niewiele i zazwyczaj wybór ogranicza się do lodów czy czekoladowego musu… który można zjeść wszędzie.

Ale tak sie zaslodzilam tym pisaniem, ze ide siegnac po czekoladke... smacznego!

wtorek, 17 września 2013

Kuchnia w Sintra – opowieść z Portugalii numer 5

Kuchnia w Sintra – opowieść z Portugalii numer 5


 
 

Jak w wielu krajach na świecie tak i w Portugalii kuchnia regionalna cieszy się wielką popularnością. W kartach restauracji obok tradycyjnych, narodowych dań pojawiają się i te bardziej specyficzne, związane z regionem. W Sintra były to dania głównie z cielęciny oraz tradycyjne ciastka z serem czyli Queijadas Finas. Dwie wiekowe cukiernie w centrum miasta produkują te ostatnie od ponad stu lat.
 
 
 

Są to malutkie tarteletki, na bardzo kruchym i cieniutkim cieście wypełnione słodkim mocno przyprawionym cynamonem, twarogiem. Ciasto w nich jest tak cieniutkie, że na początku myślałam, że jest to foremka, którą należałoby zdjąć… Nic bardziej błędnego ! Całość rozpływa się w ustach… mniam…

 

Co do cielęciny, my próbowaliśmy żeberek marynowanych w lokalnym miodzie i przyprawach. Trudno opisać ten smak bo rzadko jada się tak aromatyczne mięso. Spożywaliśmy je w małej, lokalnej restauracji wypełnionej Portugalczykami w dzielnicy Sao Pedro w Sintra. W zacienionym ogrodzie, w upalny dzień danie to smakowało wyjątkowo dobrze. Całość uwieńczyliśmy deserem jakich sporo w Portugalii, kremem na bazie jogurty z dodatkiem orzeszków pini i migdałów.

 

Z informacji praktycznych… jest tutaj dużo taniej niż w Lizbonie jeśli oczywiście nie obiaduje się w restauracjach w centrum nastawionych tylko i wyłącznie na turystów.. warto oddalić się nieco i zwiedzić inne dzielnice. My za nasz obiad zapłaciliśmy 9 euros od osoby : zupa krem z warzyw na przystawkę, cielęce żeberka z ryżem i sałatką, jogurtowy deser oraz nakrycie i chleb…

 

niedziela, 15 września 2013

Barwena na kremie z cukini, według Enrico Bernardo// Rouget poêlés, crème de courgettes

Barwena na kremie z cukini, według Enrico Bernardo.



 

 

Przepis zaczerpnęłam z najnowszego numeru « Cuisine et vins de France », który poświęcił cały artykuł Enrico Bernardo. Enrico to podobno najbardziej parsyki Włoch, który w wieku 27 lat został wybrany najlepszym znawcą win na świecie czyli – sommelier. Dzisiaj prowadzi odznaczoną 1 gwiazdką restaurację Il Vino w Paryżu.

 

Jego barwena jest pomimo prostoty składników, jak dla mnie, niezwykle wysublimowanym daniem rybnym. To lekko podsmażona ryba podana z kilkoma podstawowymi dodatkami: zielonym kreme z cukini, świeżym pomidorem, czarnymi oliwkami i kropelką kremu z ricotty… Bernardo dodaje jeszcze kapkę szafranowego majonezu, którego ja akurat nie podałam.

 

Danie to polecam na niedzielny obiad albo proszoną kolację, jest eleganckie i lekkie.

 

A cały nasz obiad składał się z :

Przystawki: melona szarentejskiego z Porto, przywiezionym z Porto!

Danie główne: barwena z kreme z cukini i osobno ryż Basmati

Deser: Tiramisu z jagodami


4 porcje

Przygotowanie 30 minut

Gotowanie/smażenie 20 minut

 

8 filetów z barweny z lekko czerwoną skórką

2 średnie cukinie 400-500 g

Pomidor

50 g ricotty

Kilka kropel souk z cytryny

Kilka czarnych oliwek

Oliwa z oliwek

Liście bazyli

Sól, pieprz

 

Umyć cukinie, odkroić końcówki, przepołowić je i wybrać łyżeczką nasiona. Obgotować cukinie 15 minut we wrzątku. Natychmiast przełożyć o lodowatej wody by utrwalić kolor. Odcedzić i zmiksować z oliwą z oliwek – do uzyskania konsystencji kremu.

 

Ricottę wymieszać z cytryną. Oliwki pokroić. Pomidor obrać ze skórki, usunąć nasiona i również pokroić.

Barwenę podsmażyć 2 minuty na oliwie z oliwek od strony skóry i 1 minutć z drugiej strony. Ułożyć rybę na gorącym kremie. Na wierzchu ułożyć ricottę. Podawać z pomidorem, oliwkami i bazylią.

 


 
Rouget et crème de courgette selon Enrico Bernardo
 
1* Michelin, restaurant Il Vino, Paris
de CVF n° 153
 
4 personnes
 
30 minutes préparation
20 minutes cuisson
 
8 filets de rouget
2 courgettes moyennes
1 tomates
quelques olives noires
1 càs de jus de citron
50 g de ricotta
huile d'olive
basilic
sel, poivre
 
Lavez les courgettes, éliminez les extrémités puis coupez-les en deux, enlevez les pépins. Plongez les courgettes dans de l'eau bouillante salée pour 15 minutes.
 
Mélangez la ricotta avec le citron. Pelez et épépinez  la tomates. Coupez-la avec les olives.
 
Mixez les courgettes cuites et bien glacées pour fier la couleur avec de l'huile d'olive.
Faites cuire le poisson 2 minutes côté peau et 1 minute côté chaire. Servez sur la crème chaude, placez la quenelle de ricotta sur le poisson, la tomate et les olives à côté...
dégustez! C'est très élégant et très délicat!

czwartek, 12 września 2013

Kuchnia Portugalii – w restauracjach w Cascais

Kuchnia Portugalii – w restauracjach w Cascais



 

Kuchnia Portugalii znana jest z istniejącego we Francji przysłowia « 365 razy dorsz ». Chodzi o słynne Bacalhau czyli olbrzymią odmianę dorsza, po francusku zwnaą « morue ». I rzeczywiście podczas naszego pobytu w tym kraju, praktycznie w każdej restauracji podawano dorsza na wiele sposobów.

Ale kuchnia Portugalii to nie tylko dorsze, to także ryby w każdej postaci i w sporej ilości. Jedliśmy je dokładnie codziennie.
 
Bacalhau à bras
 
Bacalhau assado
 
Grillowana dorada
 
i do tego wino verde czyli zielone wino, z winogron niezbyt dojrzalych z doliny Douro

Generalnie Portugalczycy jedzą dużo dlatego w restauracjach można zamówić całą porcję  - dose albo pół porcji – meia dose. I ta ostatnia nawet dla takiego chłopa jak mój mąż 180 centymetrów wzrostu i lubiącego jeść była wystarczająca.

 

Godziny posiłków są takie jak we Francji : obiad od około 13h  do 14h  a kolacja od 19h30-20h do 22h30. W Portugalii tak jak w Hiszpanii, gdy zasiada się do stołu, kelner od razu przynosi chleb, masło, oliwki, czasem ser czy wędliny oraz rybne pasztety. Takie panuja tutaj zwyczaje. Regulując swój rachunek trzeba będzie za te przystawki zapłacić... więc jeśli sobie ich nie życzymy nalezy od razu o tym kelnera poinformować, w przeciwnym wypadku, nawet gdy nie skosztujemy ani jednej oliwki będziemy musieli za niezjedzone zapłacić.

 
restauracja w centrum turystycznym Cascais, tutaj szefuje Francuzka
 
i oto jej dania - dorada i
 
okon morski jak millefeuilles z sezamem, papryka...

Staraliśmy podczas naszego pobytu korzystać z porad różnych przewodników, które ze sobą zabraliśmy i jeść tam, gdzie jedzą Portugalczycy, czyli dość prosto, czasem wręcz siermiężnie,  gdy o sposób podania dania chodzi. Nigdy jednak nie byliśmy głodni i nigdy  nie poprosiliśmy o wymianę dania bo … wszystko było super smaczne, dobrze doprawione…

Jest to po prostu bardzo dobra kuchnia!

Kosztowaliśmy też zup – Portugalczycy jedzą ich bardzo dużo, kilka mięs, oraz lokalne wina…

Jeśli chodzi o desery wybór ich jest mały w restauracjach… kosztowaliśmy raczej specjalności z cukierni i kawiarni.

 

Ceny są bardzo różne… w Cascais i w Lizbonie danie rybne to 13-16 euros… ale już w Porto jedliśmy za 3,5 euro… podobna ilośći jakość…

sobota, 7 września 2013

Sauté marengo z indyka// Sauté de dinde marengo

Sauté marengo z indyka



 

 

Prosto, treściwie i na dwa dnia od razu bo początek roku szkolnego przyprawia mnie o dreszcze a raczej poraża ilością spraw do załatwienia! Tak jest jednak co roku, nic w tym nowego. Kołowrotek obraca się coraz szybciej i szybciej a w ostatnich dniach września człowiek zapomina, że były jakiekolwiek wakacje, że gdzieś wyjeżdżał, wygrzewał się na słońcu. Coś by trzeba było tutaj zmienić tylko co ???

 

Gotuję w tych warunkach standarty, szybkie, pożywnie, przez wszystkich lubiane bo najwzyczajniej w świecie nie mam czasu skupić się nad dwu czy trzy gwiazdkowym daniem… choć tęsknię za nimi bardzo !

Mąż mój stwierdził, że w takim razie do restauracji pójdziemy jakiejś lepszej, żebym w depresję kulinarną nie wpadła. Świetna myśl !

 

To danie to danie z piersi indyka, duszonej w warzywach, białym winie i podanej prosto z granka … dziś u mnie z frytkami, sobota zobowiązuje.



6 porcji

 

1 kg piersi z indyka

Cebula

Ząbel czosnku

Marchewka

Oliwa z oliwek

1,5 łyżki mąki

Gałązka tymianku, zielonej pietruszki i listek laurowy

 

400 g miąższu pomidorów świeżych bądź z puszki

10 cl białego kuchennego wina

Sól, pieprz

 

250 g pieczarek

Garść malutkich cebulek

30 g masła

 

Mięso pokroić w kostkę i podsmażyć na oliwie w dużym garnku. Gdy się lekko zezłoci posypać mąką i dodać posiekaną cebulę, czosnke i marchew pokrojoną na plastry. Podsmażyć chwilę. Pokryć winem, pomidorami, dolać około 200 ml wody, doprawić ziołami, solą i dusić 30 minut pod przykryciem.

 

Pieczarki i małe cebulki podsmażyć na maśle. Podawać całość…

 
Sauté de dinde marengo
 
Simple, nourrissant et assez rapide... pour ma rentrée ultra speed et très chargée c'est idéal.
 
6 personnes
1 kg d'escalope de dinde
1 oignon
1 gousse d'ail
1 carotte
 
400 g de pulpe de tomate
10 cl de vin blanc
Thym, persil et feuille de laurier
huile d'olive
1,5 càs de farine
sel, poivre
 
250 g de champignons de paris
une poignée d'oignons grelots
30 de beurre
 
Coupez la viande en morceaux et faites la revenir dans l'huile. Couvrez-la avec la farine, ajoutez l'oignon ciselé, l'ail et la carotte. Puis ajoutez le vin, les tomates, le sel et les herbes ainsi que 20 cl d'eau. Cuisez 30 minutes sous couvercle.
 
Faites revenir les champignons et les oignons dans du beurre 5-6 minutes.
Servez le tout, ensemble.
 

wtorek, 3 września 2013

W renesansowej restauracji Leonarda da Vinci

 
 
 
Czyli w Auberge du Prieuré, znajdującej się w parku Leonarda przy jego zamku Clos Lucé, pod Amboise, w dolinie Loary, we Francji… Myslę, że zdjęcia mówią same za siebie. To bardzo nietypowe miejsce. Chyba na palcach jednej ręki można zliczyć liczbę takich miejsc na świecie.
 
 
Widok na restauracje od strony parku
stol...
 
Restauracja ta została założona przez pasjonata, pana Sieur Sausin, historyka kuchni, który swoją znajomością renesansowej sztuki kulinarnej zachwycił takich ludzi jak Jan Paweł II, Georges Bush, François Mitterand i wielu anonimowych smakoszy, w poczet, których weszliśmy kilka tygodni temu. Jego XV-sto wieczną restarację odwiedzają wielcy tego świata choć jest ona równie dostępna dla zwykłych zwiedzających domostwo Leonarda.
 
Menu tej restauracji nie jest zapisane na jakiejś eleganckiej karcie dań. Przekazują je ustnie kelnerzy i kelnerki ubrani w stare stroje.
Nie ma tutaj też stolików dwuosbowych i typowych nakryć. Są za to długie stoły, już współczesne choć kopiujące nieco te stare i krzesła ustawione wzdłuż trzy metrowych blatów. Wino pije się w glinianych kubkach – wino wyśmienite bo doprawione ziołam jak w XVI wieku – a je się na talerzach, których forma może zadziwić.
 
 
W dniu, w którym odwiedziliśmy restaurację było do wyboru jedno danie mięsne – perliczka duszona na ogniu w ogromnym kotle z miodem i cytrynami – jej zapach nas zachwycił ! Szkoda, że nie można przesłać go elektronicznie !; oraz ryba słodkowodna zawinięta w naleśnik z porem i podana w kremowym sosie.
 
Desery XVI wieku to owoce i zioła w różnej formie podane. Skosztowaliśmy trzech: zupy truskawkoej z przyprawami, pieczonej brzoskiwni ze świeżym rozmarynem I miodem oraz gruszek w winie renesansowym duszonych. Wszystko smakowało nam wybornie!
 
 
 

Jeśli kiedykolwiek będziecie zwiedzać Zamki nad Loarą… nie zapomnijcie od domu Leonarda i jego restauracji bo to niezapomniane przeżycie!
 
Praktycznie: Restauracja znajduję się w parku zamkowym, mają więc do niej dostęp ci, którzy zwiedzają cały obiekt. Należy dokonać rezerwacji przynajmniej 1 dzień wcześniej, gdyż jest to miejsce oblegane! Cena obiadu – danie plus deser to 20 euros na osobę, należy doliczyć do tego wino czy ewentualną kawę.

niedziela, 1 września 2013

Kulinarnie z Polski

 
Zamieszczam tylko kilka zdjęć bo bardzo mało chodziliśmy po restauracjach. Moja mama i mój tata świetnie gotują, więc większość posiłków jadaliśmy w domu bądź w gościach. A że odwiedziliśmy też tylko Poznań i Wałcz to i okazji zbyt wiele nie było.
 
 
 
To co mnie urzeka to klimat małych kawairenek, knajpek ślicznie urządzonych, choć podobno często zamykających swe drzwi bo po prostu plajtujących. U nas takich urokliwych kawiarenek po prostu nie ma, są za to bardziej liczne restauracje. I te desery ! Urocze, pięknie podane i zazwyczaj smaczne z jedną wpadką w Środzie wielkopolskiej gdy zawartość mojego talerza z sernikiem przypominała zestaw śmietnikowy. Przed oddaniem go obsłudze zrobiłam zdjęcie ! Ale wszędzie indziej było już dużo lepiej.
 
Chodziliśmy na takie desery jak nie codziennie to co drugi dzień… we Francji coś takiego kosztuje majątek, około 8-10 euros i nie jest ani tak ładne ani tak smaczne.
Podobały się nam też zestawy i wybór kaw i herbat, bogatszy niż nad Sekwaną.
 
 
Lemoniada malinowa w Kawiarni "Angielka" - uroczej, na ulicy Zydowskiej w Poznaniu, przy Starym Rynku.
 

 
Cieplo-zimny deser z tejze kawiarni - polecam!
Dania restauracyjne czyli obiadowe wciąż jednak nie wyglądają, według mnie, najlepiej. W większości restauracji sztampa : kotlety, frytki i surówki z kapusty… w pełni lata. Tam gdzie więcej turystów pierogi, ale znacznie lepsze robię sama i jadłam u mamy, czasem zrazy czy gołąbki. Brakuje wyraźnie tzw : wysokiej kuchni, tradycyjnych dań kuchni Polskiej ale tej wysokiego lotu, z przyprawami lasu, z dziczyzną, z deserami wychodzącymi poza sernik, szaroltkę i puchar owocowo-lodowy. Marzy mi się zjedzenie obiadu czy kolacji u pana Wojciecha Modest Amaro…  Może w najbliższych miesiącach.
 
Salatka z poledwicy wieprzowej w restauracji Blue Moon, najlepszej w miasteczku Walcz...
 
 
Strogonoff z tejze restauracji z kluskami slaskimi, ktory nie byl Strogonowem choc danie bylo smaczne...
 
 
 
Pierogi z Gospody pod Koziolkami na Starym Rynku w Poznaniu sposob podania, ilosc i jakosc pozostawiaja niestety sporo do zyczenia...
 
Ceny ? Dość niskie jak na naszą kieszeń ale stosunek cen do jakości wyjątkowo zły… jak porównuję teraz z Portugalią czy Hiszpanią, gdzie za tę samą sumę jada się dużo lepiej… 6 sztuk pierogów, bez niczego i niezbyt smacznych to 20 złotych w Gospodzie pod Koziołkami czyli 5 euros, w Porto cały obiad grilowany łosoś do tego ryż w pomidorach i sałatka, w centrum miasta to 3,50 euro czyli 14 złotych ? Ogólnie ceny żywności w Polsce są dużo niższe niż te u nas, zazwyczaj 3-4 krotnie. Jakośćjednak sprzedawanego jedzenia też jest różna. Wielokrotnie widziałam olbrzymie, grube, przerośnięte cukinie, z których naprawdę nic smacznego nie można zrobić czy grubą, łykowatą fasolkę szparagową.
 
Najgorzej jednak wygląda mięso i ryby. Tych ostatnich, świeżych… trzeba się nieźle naszukać a jak już się znajdzie to wybór ogranicza się do 4-5 gatunków góra… reszta mrożona, wędzona… Mięso wieprzowe i kurczaki – to jest wszędzie… wołowina w wybranych sklepach, cielęcinę widziałam w jedynym jedynym sklepie w Poznaniu… w Wałczu gdy robiłam zakupy i pytałam gdzie mogę kupić mówiono mi, że mogę jedynie zamówić bo nikt tego nie kupuje więc nie mają… na słowo jagnięcina niektórzy oczy wybałuszali i pytali «  co to »… o perliczkach i innym drobiu nie wspomnę. A piszę o sprzedawcach sklepów i stoisk mięsnych. Znalezienie mielonej wołowiny z określoną zawartością tłuszczu, u nas akuart 5%, bo tylko taką przyrządzam i jemy jest jeszcze zupełnie u nas nieznane. Sprzedają mielone i owszem ale wieprzowe, albo wołowo-wieprzowe… dość białawe więc pewnie tłuste ale ile jest w nim tłuszczu i kupić samo wołowe mielone ? Niestety mi się nie udało choć po sklepach chodziłam prawie codziennie.
 
Najedliśmy się za to całych gór jagód i malin, truskawek też i porzeczek bo we Francji to są rarytasy także … co kraj to obyczaj, ma swoje lepsze i gorsze kulinarne strony. A to co smakowało nam najbardziej to pierogi dziadka czyli mojego taty, pieczona wołowina mojej mamy ! I jej drożdżowiec z owocami!